Już nie strzec ci skrzętnie swej smutnej tajemnicy,

W obawie, że zza węgła domu, z ulicy,

Wyda Cię konfident w ręce siepaczy,

I nie stąpać Ci tak lekko, śpiewnie,

Nie kochać Polski tak wstydliwie, rzewnie,

Nie odczuwać ci miłości ludzkiej głodu,

Nie dziwić się obojętności świata i chłodu

Dla naszej niewoli, zabłąkanych dzieci Wschodu.

I nie miłować Ci Pana Jezusa serduszkiem pełnym żaru,

Nie sunąć w rozmodleniu przed ołtarze klasztoru,