Pisał go poeta w listopadzie 1830 r. Rzadko się zdarzy spotkać coś równie spaczonego pod względem myśli i uczuć: Arab, serce którego „skamieniało” wśród kamiennych ludzi, bawi się w tępienie radości, gdzieby tylko „błysła niespodzianie”. Spotyka np. rybaka zadowolonego swą dolą, rzuca wtedy perłę do morza, starzec rzuca się w wir fal, ale na próżno:
Wypłynął — była na twarzy zgryzota.
Zawołał z jękiem i płaczem: O Boże!
Byłbym szczęśliwy! mogłem być bogaty.93
Drugą razą spotyka starca, którego synowie dopiero co polegli w pustyni, otruci wodą ze studni. Schyla się biedny starzec, aby napić się tejże wody i śmierć znaleźć, lecz Arab nasz woli chwycić go i unieść daleko:
Ha, on chciał śmierci, ja mu dałem życie,
Gdy w życiu iskry szczęścia nie zostało.
Ale bohater nie zadowala się podobnymi wybrykami, bo kończy na zazdroszczeniu szczęścia nawet roślinom i zasypuje źródlane kryształy, by zeschła i zwiędła palma żyjąca z wilgoci strumienia. Nareszcie, przeczuwając śmierć, pragnie zasnąć w stepach i marzyć o raju, ale:
Nie — nie chcę raju... lecz proszę proroka,
Niech mojej duszy da stepy bez końca,