Mały kryształ powietrza, w którym pluszczesz skrzelą,

Jest wszystkim, a świat cały nicości topielą,

Kordian w rozpaczy.

Pesymistyczny radykalizm cechuje całe dzieło. Wyrazem radykalnych pojęć poety jest właśnie przekonanie jego o konieczności walki z wrogiem bezwzględnej, bezlitosnej, na życie i śmierć; pesymizm zaś uwidocznia się w poglądzie wieszcza na ogół społeczeństwa: słabe, tchórzliwe, idące na oślep za głosem nieudolnych przewodników, nie umie doróść do zapału Kordiana i przeto na marne idą wszystkie szlachetne usiłowania marzyciela.

Niepodobna jednak przypuścić, aby Słowacki przystępował do pisania Kordiana w tak pesymistycznym nastroju; wszak pragnął rozwiązać w nim myśl, z którą Mickiewicz nie umiał sobie dać rady w trzeciej części Dziadów. Kordian miał być pierwszą częścią trylogii, otóż zapewne poeta dałby miejsce w dwóch następnych częściach bardziej dodatnim zapatrywaniom na społeczeństwo. Myśl tę nasuwa króciuchny prolog Kordiana, w którym autor wyprowadza, na wzór greckich tragików, trzy osoby opowiadające, jak sądzimy, myśl główną dramatu — przynajmniej słowa pierwszej osoby zupełnie licują z entuzjastycznymi mowami Kordiana w scenie w podziemiach: ten sam zapał, graniczący z nieprzytomnością, taż sama chęć poświęcenia się dla narodu i wreszcie taż sama apoteoza122 siebie samego, jakąśmy widzieli u Kordiana w scenie na szczycie Mont Blanc. Trudniej zrozumieć, do czego się odnoszą słowa osoby drugiej, mówiącej niby z sarkazmem o pierwszej, gdy w gruncie rzeczy powtarza to samo, ale więcej na trzeźwo, bez wykrzykników i ozdób poetycznych; może chciał Słowacki wystawić w drugiej części trylogii bohatera z więcej rozwiniętym niż u Kordiana zmysłem realnym. Natomiast aż nadto wyraźne są słowa osoby trzeciej, która spędza obu „zwaśnionych” ze sceny, z prochu zaś zamkniętego w urnie narodowej ma wskrzesić lud:

I mam aktorów wyższych o całe mogiły.

Z przebudzonych rycerzy zerwę całun zgniły;

Wszystkich obwieję nieba polskiego błękitem,

Wszystkich oświecę duszy promieniem i świtem

Urodzonych nadziei — aż przejdą przed wami