Na Termopilach bez złotego pasa,

Bez czerwonego leży trup kontusza,

Ale jest nagi trup Leonidasa,

Jest w marmurowych kształtach piękna dusza;

I długo płakał lud takiej ofiary,

Ognia wonnego i rozbitej czary.

Dalej żąda poeta, aby Polska zrzuciła „płachty ohydne”, „tę Dejaniry125 palącą koszulę” i aby wstała „bezwstydna jak wielkie posągi”, w „Styksowym wykąpana mule”, „naga, nagością żelazną bezczelna”. Skądże mogła wypływać ta nienawiść do kontuszów i do pasów złotych, jeśli nie z żalu nad brakiem łączności pomiędzy szlachtą a ludem, jeśli nie z przekonania, że tylko demokratyczna, ludowa Polska może mieć przyszłość przed sobą126 .

Tę samą myśl wyraża Lilla Weneda. W żadnym innym dramacie nie występuje fantazja Słowackiego w tak ponurym blasku: wichry, pioruny, pola zaległe krwią, jęki konających, płacz harf zaczarowanych, a na tym tle zabójcza walka dwóch plemion, król z wyłupionymi oczyma, groźna i natchniona kapłanka prorokini, rycerz z dwojgiem serc, ale z mieczem jednym, wreszcie cicha postać Lilli poświęcającej się za ojca i za ojczyznę. To wszystko składa się na utworzenie całości pełnej efektów fantastycznych. Treść samą stanowi najazd i podbój przez Lechitów ziemi, w której się potem osiedlili, ale zamieszkanej wówczas przez Wenedów. Poeta idzie tu widocznie za teorią lelewelowską127. W Lechitach widzi protoplastów szlachty, nadaje im wszystkie przypisywane szlachcie naszej przywary, odejmując natomiast wszelkie przymioty; król Lech to „praszczur Sobieskiego, człowiek silnej ręki i molierowskiej w domu słabości”, żona jego Gwinona tak go charakteryzuje:

Ty dobry w boju i na polowaniu:

Ale gdy trzeba robić to, co nudzi,