W chwili gdy mesjanizm wybujał u nas, w Rosji i na Małej Rusi354, mieliśmy za sobą kilkowiekową spuściznę literacką; Rosja zaś, chociaż znacznie później wstąpiła na widownię cywilizacyjną, posiadała już wybitnych pisarzy, a co więcej ogrom i potęgę polityczną; Ukraina wreszcie, pomimo separacyjnych dążeń w literaturze, poczuwała się do łączności politycznej z Rosja i najzdolniejszy jej przedstawiciel wnosił do piśmiennictwa wielkoruskiego355 potok marzeń mistycznych, wylęgłych na rodzinnym jego ukraińskim gruncie; inaczej jednak miały się rzeczy u naszych pobratymców z Zachodu i Południa: Czesi, Słowacy, Słoweńcy, Serbowie i Chorwaci poczynali dopiero przychodzić do świadomości swojego istnienia, a ruch literacki zwykł iść w takich wypadkach jednym torem: poczyna się bowiem od rozprawek gramatycznych i dzienniczków wydawanych dla ludu, a dopiero później walka z uciskiem wywołuje całą masę broszurek politycznych o treści patriotycznej, pełnych wykrzykników, to powołujących lud do walki z wrogiem, to lamentujących na ucisk, jednym słowem o tendencji zbyt jaskrawej i zbyt związanej ze sprawami dnia, aby przejść mogły do potomności, a tym bardziej zająć cudzoziemców. Toteż pozostawimy na uboczu zabarwione mesjanizmem panslawistyczne356 mrzonki poetów i myślicieli czeskich i słowackich (Kollar, Sztur) o zatarciu odrębności narodowych w jakiejś wszechsłowiańskiej nirwanie, a zatrzymamy się na chwilę na bardziej realnej w polityce, a bogatszej w sztuce Chorwacji.

Mała latorośl wielkiego południowosłowiańskiego, czy też iliryjskiego357 lub serbo-chorwackiego szczepu zaczęła rozwijać się stosunkowo najpóźniej, gdyż dopiero w 1835 r. Ludwik Gaj358 począł wydawać pierwsze pisemko („Danica Ilirska”) w narzeczu literackim, mającym za sobą pewną tradycję w płodach piśmiennictwa dubrownickiego359 w XVI i XVII wieku. Treść tej kiełkującej literatury chorwackiej stanowiły przeważnie artykuły, broszury i wiersze polemiczno-patriotyczne oraz rozprawki z dziedziny filologii. Praca ta, pochłaniając umysły najzdolniejsze, uniemożliwiała rozwój literatury poetycznej o szerszym zakroju i najwybitniejszy działacz w owym okresie odrodzenia (1835–50) Stanko Vraz trwalsze znacznie położył zasługi jako redaktor, wydawca, tłumacz i agitator patriotyczny niż jako poeta.

Znalazł się jednak wyjątek, nawet dość świetny, a zawdzięczamy go jedynie zewnętrznym okolicznościom w życiu Piotra Preradowicza360; poeta bowiem służył w wojsku, nie zależąc od siebie, musiał pędzić żywot tułaczy i raz tylko przebył nieco dłużej, bo dwa lata w Zagrzebiu. Nieustanne wędrówki i oddalenie od serca ruchu chorwackiego wyszły mu na dobre, nie mogły go bowiem pochłonąć sprawy bieżące i tym przeto swobodniej rozwinął się talent artystyczny.

Urodził się Preradowicz w 1818 r., a w 1830 oddano go do zakładu wojskowego w Wiener Neustadt, przepędził tam lat 8, w tym przeciągu czasu zapomniał on całkiem mowy ojczystej i z trudnością, jak sam wspomina, porozumiewać się mógł z matką. Jednak talent do poezji ozwał się w nim wcześnie, pisywał też dużo, zawsze po niemiecku, a z większym jeszcze zapałem rozczytywał się w utworach literatury niemieckiej. Szkoda, że autor jego życiorysu, Ivan Trnski, nie przytacza poetów, nad którymi szczególnie zachwycał się młody Preradowicz; sądząc jednak z ducha jego poezji, wnioskuję, iż pomiędzy jego ulubieńcami niepoślednie miejsce zajmował wzięty wówczas Lenau361, którego utwory pomniejsze przekładał w następstwie na język ojczysty. W roku 1840 wstąpił jako oficer do pułku, w którym służył Preradowicz, znany już wówczas, a niezmiernie zasłużony w ruchu piśmienniczym chorwackim jako wydawca źródeł historycznych, Iwan Kukuljewicz362; pod jego wpływem wziął się młody poeta do pracy nad mową ojców, począł wkrótce czytać klasyków dubrownickich, przekładał nawet na niemiecki niektóre z nich ustępy, nie mając jednak jeszcze wcale zamiaru pisywania w narzeczu chorwackim. Jedynie okoliczności, że musiał z pułkiem swym spędzić cztery lata w Dalmacji (1842–16), zawdzięczamy zwrot patriotyczny w jego umyśle; zetknął się wtedy poeta z patriotycznie nastrojoną młodzieżą, zapoznał się też z wydawcą pisma „Zorza Dalmatinska”, które pod względem kierunku szło wtedy ręka w rękę z zagrzebską „Danicą” Gaja i już w 1844 r. drukuje w „Zorzy” zręczny wierszyk Zora puca, bit će dana (Rozświta, będzie dzień). Przyjaciele serdecznie go witali, słusznie przeczuwając w nim wielki talent, ponieważ w tym drobnym wierszyku uwydatnił się już wtedy jeden z wybitnych rysów artystycznej natury Preradowicza, mianowicie umiejętność łączenia w dziwnie harmonijną całość zwrotów patriotycznych z obrazami natury. W r. 1848 bił się we Włoszech, w walczył pod banem363 Jelaćiczem364 przeciwko Węgrom i odtąd był przy osobie bana w Zagrzebiu do 1852 r., resztę życia spędził to w Wiedniu, to w Węgrzech, umarł w Wiedniu w 1870 r. w randze generała.

Ale wracam wstecz. Źle wyszli Chorwaci, dopomagając rządowi w wojnie z Węgrami, gdyż po uśmierzeniu rewolucji zapanowała w meternichowskim duchu prowadzona reakcja nie tylko w pobitych Węgrzech, ale i w wiernej Habsburgom Chorwacji i aż zbyt wyraźnie ujawniła niszczącą swą potęgę w bezwzględnym ucisku narodowych dążności naszych pobratymców; jednym słowem położenie było bez wyjścia, powodów do rozpaczy miał Preradowicz nie mniej jak i nasi poeci, lecz nieszczęścia ojczyzny uderzyły umysł młodego pieśniarza w zupełnie odmienny sposób.

W r. 1851 ukazał się jego Vilin san ili prošast i budučnost, tj. „Sen Wiły, czyli przeszłość i przyszłość”, w formie opowiadania o widzeniu, które miała we śnie Wiła (u nas Rusałka): Śniła się jej góra, rozdzielająca jakiś świat nieznany na dwie połowy, jedną z nich opromienia słońce, wszędzie też zieloność rozwesela oko, śmiejące się łąki usiane kwiatami i srebrzą się rosą, a echo roznosi ciągły gwar życia od góry do góry; całkiem jednak inaczej wygląda druga połowa, martwa, śpiąca, śniegiem na nieprzejrzanej pokryta przestrzeni, sen śmierci zdaje się zalegać ją wokoło, tylko płazy straszne stanowią jedyny znak życia. Nagle blask dziwny oślepia oko Wiły i w blasku tym rozróżnia ona cudne kształty dziewicy o złotych, wijących się w pierścienie włosach. Jest to Sława, królowa Wił słowiańskich; dźwięcznym, a łagodnym głosem tłumaczy jej znaczenie proroczego widzenia: świat ten, co się wydaje jej na pozór nieznany, to jednak jej własny, ojczysty, chorwacki świat, gdyż owe pola śnieżne to obraz bezbarwnej przeszłości nieszczęśliwego narodu, który był wieczną igraszką kaprysów losu ślepego, mroźny wiatr z północy przypomina teraźniejszość, żywiącą się cuchnącymi resztkami czasów minionych, a śnieg, który ów wiatr rozrzuca, to łzy zlodowaciałe nikczemnych żądań i dążności brudzących weselną ucztę odrodzenia. Węże uosabiają zdrajców ojczyzny, zawieszone zaś i zamarznięte w obłokach sokoły — wojowników, którzy przeciwko zdrajcom walczyli, lecz pokonać ich nie umieli; we mgle, ubielającej długie pasmo niw, jęczą zbłąkane owce chorwackie, co się dobrowolnie poddały pod jarzmo wroga, zastraszone siłą jego. Ze wszystkich zaś nieszczęść największym jest owa mętna woda, otaczająca cały obszar przeszłości, gdyż w niej upatruje mistyczna tłumaczka widzenia podobieństwo zdradzieckiej pomocy, którą cudze ręce dostarczały biednej ziemi ojczystej. I poeta odwraca oczy od smutnego widoku, nie chcąc dłużej spozierać na to, co ku sławie chorwackiego narodu zaprzepaszcza się już bezpowrotnie, a zwraca się natomiast ku krainie leżącej po przeciwnej stronie góry; tam się rozpościera przed nim złota przyszłość, tam ziemia usiana wszystkim, o czym nadzieja szepce sercu chorwackiemu, boleść każda dojrzewa tam w radość, a radość rozkwita w wieniec kwiatów, kwiaty zaś płodzą nasienie dla przyszłości; nadzieja, słońce i wiosna rządzą w nierozerwalnej łączności i zgodzie i panować mają, póki myśl szlachetna oskrzydlać będzie pragnienia ludzkie, lecz wszystko to to przyszłość bardzo i bardzo odległa, dużo skruszy się kości i dużo krwi wyschnie, nim się ona wypełni, gdy tymczasem smutna teraźniejszość, nienasycona nigdy w niepomiernej chciwości potu i krwi ludzkiej, wymaga dużo, nie dając w zamian nic, tam nawet, gdzie wiele jest dłużna. Czuje już jednak poeta przedsmak szczęśliwości, bo owe olśniewające w nieskończonej swej rozmaitości kwiaty, które ubarwiają błonia zielone, piętrząc się coraz wyżej pod ciepłem promieni słonecznych, to symbol wzniosłych rozkoszy płynących ze zgodnej pracy Słowian. Praca to szlachetna, ale znojna; perlistą rosę, sączącą się z kielichów kwiatów, porównywa poeta ze znojnym potem, spływającym ze zoranych troskami czół przewodników ojczystych. A jednak praca ta słodka i płodna bywa, gdy miłość wiąże ich wysiłki skierowane ku wspólnemu celowi. Tak na owych błoniach rosa karmi i ożywia wodę, co napełnia niezliczone źródła, a ze źródeł spływa do strumyków i rzek, by zlewać się i ginąć w nieskończonościach morza, tam pochłania ją słońce i później chmury, które wiatr roznosi, aby były pomocą rosie, aby wlewały świeżość i siły ożywcze w spragnioną ziemię. Podobnie miłość i pomoc wzajemna panować powinny nie tylko w państwie natury, lecz i w usiłowaniach ludzkich, gdyż tylko one zdolne są je uwieńczyć skutkiem pomyślnym; niech więc ogłosi Wiła swej dziatwie widzenie swe prorocze, niech trąbą głośną zagrzmi jej głos, niech hart nowy wieje w serca odważnych i niestrudzonych, a sennych i lękliwych niech zbudzi, by podążali za szermierzami przyszłości, przyśpieszając wypełnienie szczytnych dążeń ducha narodowego.

Poemacik ten, tak słusznie zatytułowany przez autora „Przeszłość i przyszłość”, najdokładniej maluje zapatrywania jego na kwestię ojczystą. Nie ma potrzeby przeprowadzać porównania z Dziadami, z Kordianem, z Anhellim, z Przedświtem, różnica zbyt rażąca: i tu, i tam przyświeca poetom ten sam ideał, ale odmienne wzbudza uczucia, odmiennych też szukają dróg do przeprowadzenia go w czyn; zamiast ciągłego szału, przechodzącego to w rozpacz bez granic, to w ekstatyczne uniesienia, spotykamy w bladym, w porównaniu z płodami naszej poezji mesjanicznej, utworze Preradowicza spokojną równowagę ducha; stąd też różnica w wywieranym na nas wrażeniu: gdy potęga szału natchnienia połączona z potęgą artyzmu, bijącą z dzieł polskich wieszczów, przejmują czytelnika aż do szpiku kości, poemat Preradowicza czytamy z najzupełniejszym spokojem, nie zdoła poruszyć on serc ani uderzyć wyobraźni, a jednak pomimo zbyt daleko posuniętego symbolizmu, tak mało licującego z wymaganiami estetycznymi, wraża się w pamięć myśl szlachetna poety i jego poetyczne porównanie znojnego potu i wzniosłych uniesień szermierzy wyzwolenia ojczyzny do rosy i kwiatów ubarwiających zielone błonia przyszłości. Pozostał też Preradowicz wierny sobie aż do śmierci; zbliżał się do naszych poetów towiańczyków pod względem mistycznych dążeń, ale przekonania jego religijno-filozoficzne nie nadwerężyły w niczym artystycznego spokoju utworów.

Prawdopodobnie nie od razu doszedł Preradowicz do takiej równowagi; nieszczęścia kraju musiały go pogrążać w chwilowe zniechęcenia; świadczą o tym dwie poezyjki: Jesen i Pjesnikowa kob, widocznie pochodzące ze zbolałego serca, chociaż nie dość wyraźnie co do treści, tak iż rozpacz poety można by przypisać przyczynom osobistym, gdyby nie był ich umieścił w wydaniu swych pism w oddziale pieśni patriotycznych. Nienawiść ku Zachodowi wraz z tęskliwym wyczekiwaniem zbawienia od Wschodu zapewne też nieraz ogarniała duszę poety: w poezji poświęconej smutnym rozmyślaniom nad klęską pod Grobnikiem365, a napisanej w 1851 r., powiada autor, iż Zachód gnije już i kona, że od strzał wschodnich zginą owoce jego pracy, że w boju tym Chorwaci stoją na przednim posterunku i pierwsi bić się będą, ale marzeń podobnych nie spotykamy więcej nigdzie i dlatego nie kładę na nie nacisku; od politykomanii, od jałowych kazań na temat panslawizmu chroniło poetę wrodzone mu głębokie poczucie piękna; piękno jednak, mawiał on, musi zawsze iść w parze z dobrem (Słowiańscy dioskurowie, 1863); kierując się tą myślą, poeta pragnął pieśniami swymi pocieszać i podnosić umysły współziomków w nieszczęściu, pieśni swoje zalecał on chorej ojczyźnie jako ziele uzdrawiające, niechaj tym zielem goi rany swe, niechaj sokiem cudownego ziela omywa i leczy oczy oślepłych i scudzoziemczałych synów. Ale zmysł artystyczny podszepnął poecie, że nawoływania panslawistyczne nie zagoją ran ojczyzny, i dzięki temu autor Snu Wiły nastroił lirę swoją patriotyczną na nutę nierównie dźwięczniejszą, tworząc cały szereg poezji pomniejszych, w których z nadzwyczajnym wdziękiem łączył błysk uczucia patriotycznego ze stosownym obrazem natury; Świt, Pieśń do słońca i Pieśń wiosenna, w której prześlicznie porównał odradzającą się ojczyznę do ziemi budzącej się ze snu zimowego, szczególnie się odznaczyły pod tym względem.

Ale poeta bolał nie tylko nad nieszczęściami ojczyzny; gniotły go inne smutki: życie to ciągła walka idealnego pierwiastka w duszy człowieka z materialnym, najsilniej wyraża się ta walka w duszy poety; ciągną go błękity nieba, ale jako syn ziemi nie może się z nią rozstać, kocha ją pomimo wszystkich jej ujemności, zawieszony stąd wiecznie pomiędzy niebem a ziemią (Pjesnik, 1844). Ta nieukojona tęsknota do ideału, przenikająca wszystkie myśli i dzieła Preradowicza wzrastała, gdy miłosne uniesienia ogarniały serce jego; poeta kochał się w 1845 i 1846 r., nowe uczucie nacechowało większą część jego piosenek wydanych w tym czasie i dziwny, niewypowiedzianie słodki urok zawiera w sobie wiejąca z nich melancholiczna rzewność. Miłość, powiada poeta, to tajemnica, to pieczęć boska na życiu ludzkim, którą śmierć dopiero otwiera, to tęcza promienna, którą słońce, symbol wszechmiłości Bóstwa, stwarza z łez naszych, na próżno śledzić początku miłości, nikt nie wie godziny, w której się rodził, tak też pamięć uśpiona w pierwszych błyskach życia i miłości. Żałuje poeta, iż nie jest Petrarką, że z pieśni swych nie stworzy wiecznotrwałego pomnika na cześć jedynej, ukochanej, lecz choć dzwon pogrzebowy jedynym będzie odgłosem jego sławy pośmiertnej, jednak jej imię nie zgaśnie z nim razem; jak za życia wyrastały w sercu jego piosnki na cześć lubej, tak też po śmierci z tegoż już pogrzebionego serca śliczne kwiaty wykwitać dla niej będą na grobie i kwitnąć, aż dopóki wiosna nie zaprzestanie roztaczać swych promieni i kwiatów. Wesoły dziś dla mnie dzień, woła poeta w Veseo danak: uczucia, jakby morze wezbrane, rozsadzają pierś jego, na ich skrzydłach leci w błękity nieba, dotyka słońca i gwiazd, ziemia otwiera mu skarby swych głębi, morze sine bieli się od okrętów przynoszących mu bogactwa ze wszystkich końców świata, wśród zimy uśmiechają mu się niwy366 i stroją w zieloność i kwiaty, nawet z obszarów przyszłości spada przed nim zasłona, teraźniejszość zda mu się przekształcona w czarowną krainę marzenia, a wszystko to skąd? Bo dziś pierwszy raz ukochaną swoją może nazwać swoją.

W tym czasie napisał Preradowicz Jedyną; może to wymarzony obraz kochanki, albo, jak tego prof. Markowicz, autor wyczerpującego rozbioru dzieł poety, chce, tylko upostaciowanie nieskończonej tęsknoty do ideału zapełniającej duszę poety, w każdym jednak razie mamy tu wierny obraz tak dobitnie charakteryzującego umysł Preradowicza uczucia: wiecznie myśli pieśniarza skierowane ku jedynej, nieznanej, lecz kto to? — zapytuje sam siebie — ale na próżno; i we śnie, i na jawie, i w nocy, i we dnie obraz jej zawsze przed oczyma jego, gdy nawet duszę całą skupi w modlitwie ku Bogu i wtedy widzi ją w kształtach boskich u stóp tronu Najwyższego, lecz kto to? Kto wyrzecze jej imię słabym, ludzkim głosem?