„Pokłońmy — kończy poeta list do Rembowskiego — głowy nasze przed tą świętością... a teraz przystąpmy do niej jako Polacy”. Czyli epopeję kosmosu jako tło brał on do epopei globu, tej zaś końcem stawał się hymn na cześć Polski, albowiem „dziwem świata” Bóg uczynił naród, który „pozbawiony ojczyzny aż do niebios poszedł po żywot i ojcostwo Boże nad narodami, a natchnienie jako z ręki Boga otrzymał”. Więc obudź się, Polsko:

...Tobie słodycze

Wiedzy i mądrość, i moc przychodzi,

Anioł Twój patrzy w Boga oblicze....

Niestety, głucha była Polska na wezwanie poety, ale tym silniej przejmował się on wiarą w posłannictwo swoje wobec ojczyzny, tym goręcej płonęła w nim namiętność apostolstwa. Jeśliby on zamilkł, to któż wskaże narodowi jego drogę, kto go nauczy zrzucać z siebie cielesność i dzień Ducha w Jeruzalem nowej przygotowywać:

O tak! nim ja w śmierć ojczyzny uwierzę,

Chociażby jak trup w grobie leżąc, zbrzydła,

Potargam wprzódy ją pieśnią za pierze,

Porwę ją wprzódy na pieśniane skrzydła,

Porwę ją z ziemi, tak jak wicher bierze,