ogryzek słońca odgryzł się zza wierzb.

Ruszyliśmy — już po kwadransie

wieloryb jeziora oddychał z trudem,

zaryty w piach u naszych stóp.

„Nie lubię myślników” — zagaił ktoś —

„Ich rozchełstanie zastąpiłbym najchętniej

pożywną mową prostolinijnych przecinków”;

nie było chętnych do podjęcia wątku.

Tylko cienie pod brudną pończochą wody

oddawały się zabawie w ciepło-zimno