życie pyszni się w koronach drzew na przekór

mojemu rozkładowi. Stara kobieta, z której szydzą

dzieci sąsiadów. Skłócona z bazarowym

tandeciarzem. Z listonoszem — płazem, któremu

co miesiąc pozwalam oszukiwać na drobnych.

Kurczaki

Mówiłam, prosiłam — nie docierało.

Któregoś razu na moich oczach

chwycił siekierę w garść, i dalej —

przewrotką przez płot. Zeszłej zimy