podąża za nim jak cień. Jego „szczęście”
rozkłada na balkonie poszwę wielką jak skrzydła orła.
Ale urlop to urlop, ma swoje prawa.
Czarny szpic zmieniony na podrabiane adidasy,
firmowe daewoo na fiata pamiętającego lata osiemdziesiąte.
Jedynie
jego ostentacyjna milkliwość
jest niezmienna.
Myślę: Niemożliwe!
I zapewne ich krzywdzę, kiedy wyobrażam sobie