Kończy się biały poniedziałek —

piosenka zmęczenia na nóż i osełkę chłodu.

Wracam po omacku do domu —

szyby oczu przetarte brudną szmatką.

Dwie dziewczyny budzą przez chwilę

ciekawość tłumu, więc i moją, śmiejąc się

do rozpuku na zatłoczonym przystanku.

Ale już po chwili hałas tramwaju stającego

przed politechniką ścina ich frywolne głosy

i w lot zrywa ścieżkę dostępu do świata,