uprawiających hokej na rolkach.

Chmury tak bezceremonialnie

brudzą błękit i samolot wciąż ten sam

krąży nad nami, jak kundel,

który przymila się, choć przed chwilą

zarobił kamieniem po żebrach.

Och, znaleźć się tam, w górze —

nic, tylko świece, beczki, pętle,

ślizgi na skrzydło!

Nigdy więcej naziemnych żebrów!