hipnotyzowany przez liście

toczące z wiatrem milczącą wojnę.

I zaraz, jak inni, wybieram zbiórkę —

wstajemy pod rząd, jak na capstrzyk,

każdy zabiera sweterek

po młodszej siostrze.

I znów kosimy, jedną po drugiej,

pustoszejące alejki,

jak najszybciej chcąc znaleźć się na moście,

skąd do woli patrzeć można na chłopców