Patrzę na niego,
kiedy wraca ze sklepu
z bulkami i mlekiem w foliowej siatce.
Jego smutny pies
podąża za nim jak cień. Jego „szczęście”
rozkłada na balkonie poszwę wielką jak skrzydła orła.
Ale urlop to urlop, ma swoje prawa.
Czarny szpic zmieniony na podrabiane adidasy,
firmowe daewoo na fiata pamiętającego lata osiemdziesiąte.
Jedynie