Postanowili mieć Hiszpana na oku, gdyby pokazał się w mieście. Przysięgli sobie, że pójdą za nim pod „numer drugi” choćby do samego piekła.
Naraz przerażające podejrzenie przeszyło mózg Tomka:
— Zemsta? Huck! Czy on miał na myśli nas?!
— Chyba nie... — pod Huckiem ugięły się kolana.
Zastanawiali się nad tym przez całą drogę. Kiedy wchodzili do miasta, byli już zgodni co do tego, że Indianin prawdopodobnie myślał o kimś innym, zaś w najgorszym razie chodziło mu tylko o Tomka, bo to właśnie on zeznawał w sądzie...
Tomek wcale nie poczuł się pocieszony myślą, że jedynie jemu grozi niebezpieczeństwo. Uważał, że o wiele większą pociechą byłoby mieć w niebezpieczeństwie jakieś towarzystwo.
Rozdział XXVIII
Przygody tego dnia dręczyły Tomka w nocy w postaci koszmarnych snów. Cztery razy miał już skarb w rękach i cztery razy rozpływał mu się on w nicość. Za każdym razem budził się gwałtownie i przeżywał gorycz rozczarowania. Gdy wczesnym rankiem, leżąc w łóżku, zaczął przypominać sobie szczegóły wyprawy do nawiedzonego domu, nie mógł odtworzyć ich dostatecznie wyraźnie. Wszystkie wydarzenia zasnuły się lekką mgiełką nierealności, jakby działy się w innym świecie lub w zamierzchłej przeszłości. Potem przyszło mu na myśl, że cała ta przygoda po prostu mu się przyśniła. Potwierdzał to jeden bardzo poważny argument: widział wtedy taką ogromną ilość pieniędzy, że to nie mogła być prawda. Do tej pory nigdy w życiu nie widział naraz więcej niż pięćdziesiąt dolarów i jak wszyscy chłopcy w jego wieku i jego sytuacji majątkowej, uważał wszelkie wzmianki o „setkach” i „tysiącach” za piękne wymysły dorosłych. Nigdy nie przyszło mu do głowy, że ktoś może naprawdę posiadać olbrzymią sumę stu dolarów. Jego wyobrażenie skarbu sprowadzało się w gruncie rzeczy do wizji garści kilkucentowych monet oraz garnca czegoś wspaniałego, fantastycznego i nieuchwytnego.
Jednak im uporczywiej rozmyślał nad swoją przygodą, tym jaśniej i wyraźniej stawała mu przed oczami. Wreszcie zaczął podejrzewać, że to może nie był sen. Tej niepewności trzeba się było jak najszybciej pozbyć. Tomek w biegu połknął śniadanie i poleciał szukać Hucka.
Znalazł go siedzącego nad rzeką i melancholijnie pluskającego nogami w wodzie. Minę miał niewyraźną. Tomek postanowił zaczekać, aż Huck sam zacznie mówić o wczorajszym dniu. Jeżeli nic nie powie, będzie wiadomo, że to wszystko było tylko snem.