— Muszę pomyśleć.
Długo myślał, wreszcie powiedział:
— Słuchaj, zrobimy tak: tylne drzwi tego pokoju wychodzą na ślepą uliczkę między gospodą a starą cegielnią. Przyniesiesz wszystkie klucze, jakie tylko zdołasz gdzieś wygrzebać, ja wezmę klucze ciotki, i w pierwszą ciemną noc spróbujemy dostać się pod numer drugi. Tylko uważaj na Indianina, bo pamiętasz, jak mówił, że będzie się kręcił po mieście, żeby szukać okazji do zemsty. Jeśli go zobaczysz, idź za nim. Jeżeli nie pójdzie do gospody, to znaczy, że „numer drugi” jest gdzie indziej...
— Jezus Maria! Ja sam za nim nie pójdę!
— Przecież to będzie w nocy. On cię nie zobaczy, a gdyby nawet, to i tak o nic nie może cię podejrzewać.
— Niech będzie, pójdę za nim... Ale musi być bardzo ciemno. Nie... Nie pójdę... A zresztą — spróbuję!
— Huck, w ciemności i ja bym poszedł za nim! Pomyśl tylko: on może stwierdzić, że z zemsty nici, i od razu pójdzie zabrać pieniądze, co wtedy?
— Hm, to prawda. Dobra! Pójdę za nim, koniec gadania!
—– No, teraz mówisz do rzeczy! Tego, Huck, nie wolno nam popuścić. Musimy się trzymać i nie rezygnować!