— Ja pewnie też. Ale pomimo to chciałbym go jeszcze raz zobaczyć i pójść za nim do „numeru drugiego”.

— Właśnie, ten „numer drugi”... Co to może być, jak myślisz?

— Nie mam pojęcia. Ciemna sprawa. Słuchaj, Huck, a może to numer domu?

— Raczej nie... A jeśli nawet, to na pewno nie w naszej dziurze, bo tutaj domy nie mają numerów.

— Prawda! Czekaj, niech pomyślę. Ha! A numer pokoju w gospodzie, co?

— Wiesz!... To jest niezły pomysł! U nas są tylko dwie gospody, więc łatwo to sprawdzimy.

— Poczekaj chwilę, Huck, zaraz wrócę.

Tomek zniknął. Nie bardzo lubił pokazywać się publicznie w towarzystwie Hucka. Nie było go pół godziny. Przez ten czas zdążył sprawdzić, że w lepszej gospodzie numer drugi od dawna zajęty jest przez jakiegoś młodego adwokata, za to w gorszej gospodzie numer drugi okryty był tajemnicą. Syn właściciela powiedział mu, że ten pokój jest stale zamknięty na klucz. Wchodzą tam i wychodzą tylko w nocy, nigdy w ciągu dnia. Nawet sam chciał kiedyś sprawdzić, co się za tym kryje, ale dał sobie spokój. Doszedł do wniosku, że pod numerem drugim straszy. Ostatniej nocy widział tam małe światełko.

— Tyle się dowiedziałem — relacjonował Tomek. — Zdaje mi się, że to jest właśnie ten „numer drugi”, którego szukamy.

— Chyba tak. Co teraz zrobimy?