Zjawił się Sid.

— Wiesz, Tomek — powiedział — ciocia czekała na ciebie całe popołudnie. Mary przygotowała twoje odświętne ubranie i wszyscy o ciebie pytali. Czy to coś na twoim ubraniu, to glina i świeca?

— Sid, bądź łaskawy nie wtykać nosa w cudze sprawy. Co to za heca tam na dole?

— To taki wieczorek, jakie wdowa często urządza. Dziś jest to przyjęcie na cześć Walijczyka i jego synów, za to, że ją wtedy w nocy uratowali. Słuchaj, jak chcesz, to mogę ci powiedzieć nawet coś więcej...

— No? Mów.

— Bo widzisz, stary Jones przygotował dla zebranych pewną niespodziankę, ale ja podsłuchałem, jak mówił dziś o tym z ciocią. He, he, teraz to już nie jest żadna tajemnica. Wszyscy już wiedzą — wdowa też , ale udaje, że się niczego nie domyśla. Panu Jonesowi bardzo zależało na tym, żeby Huck był tu dzisiaj, bo bez niego nie mógłby tak efektownie wystrzelić przed gośćmi z tą tajemnicą.

— Tajemnicą? Jaką?

— No, że Huck śledził tych bandytów aż do domu wdowy. Stary Jones chciał swoją niespodzianką narobić tutaj dużego hałasu, ale zdaje się, że nic z tego nie będzie...

Sid zachichotał, bardzo z siebie zadowolony.

— Sid, czy to ty rozgadałeś?