— Nie będziesz żebrać? — zawołał Hugo i spojrzał zdumiony na króla. — Od kiedyż to odprzysiągłeś się od żebractwa?
— Co przez to rozumiesz?
— Co rozumiem? No, przecież przez całe życie żebrałeś na ulicach Londynu?
— Ja? Oszalałeś?
— Zaoszczędź sobie takich komplementów — mógłbyś ich pożałować. Ojciec twój mówił także, że zawsze żebrałeś. Może kłamał? Będziesz pewnie chciał twierdzić, że kłamał — zadrwił Hugo.
— Ten, kogo ty nazwałeś moim ojcem? Tak, kłamał.
— No, chłopcze, nie udawaj wobec mnie wariata; jest to może zabawne dla ciebie, ale niezbyt bezpieczne. Gdybym mu to powtórzył, oberwałbyś zdrowo.
— Możesz sobie zaoszczędzić trudu. Sam mu to powiem.
— Podoba mi się twoja odwaga, ale nie podziwiam twego rozumu. Dość się i tak obrywa cięgów w życiu, nie potrzeba ich jeszcze ściągać na siebie dobrowolnie. Ale dość o tym; ja wierzę twemu ojcu. Nie wątpię, że potrafi on kłamać; nie wątpię, że kłamał nieraz, gdy trzeba było, boć82 i najlepszy z nas kłamie, gdy trzeba, ale w tym wypadku nie miał potrzeby. Mądry człowiek nie kłamie bez wyraźnej konieczności. Ale chodźmy, jeżeli nie jesteś w odpowiednim humorze do żebrania, to cóż poczniemy z sobą? Zakradniemy się do jakiej kuchni?
Król odpowiedział niecierpliwie: