— Ach, Boże!

— I karane jest śmiercią.

— Boże, bądź miłościwy mnie grzesznemu!

— Skorzystałeś z cudzej pomyłki, z cudzego nieszczęścia, z bezradności człowieka znajdującego się w twojej władzy. Zawładnąłeś przedmiotem, który wart jest więcej niż trzynaście i pół pensa, a za który zapłaciłeś znacznie mniej niż wynosi jego wartość: w oczach prawa jest to oszustwo z premedytacją, wymuszenie, nadużycie władzy, ad hominem expurgatis in statu quo90 — i karane jest śmiercią na szubienicy, bez nadziei zbawienia duszy, gdyż bez pokuty, pociechy religijnej lub rozgrzeszenia — ciągnął Hendon.

— Trzymajcie mnie, dostojny panie, bo upadnę! Zmiłujcie się, zaoszczędźcie mi tego losu, nie wtrącajcie mnie w nieszczęście, odwrócę się od was i już jestem ślepy!

— Dobrze! Teraz zaczynasz mówić rozsądnie i mądrze. A prosię oddasz?

— Oddam, oddam naprawdę — i nie dotknę już nigdy prosięcia, choćby mi z nieba spadło. Idźcie — jestem ślepy — nie widzę nic. Powiem, że to wy włamaliście się do więzienia i przemocą uwolniliście chłopca. Drzwi są stare, zbutwiałe — sam je potem wyłamię w nocy.

— Zrób tak, przyjacielu, nic się złego nie stanie. Sędzia sam żałował tego biednego chłopca, nie ukarze więc surowo tego, kto mu ułatwił ucieczkę.

Rozdział XXV. Hendon Hall

Gdy tylko król i jego opiekun oddalili się nieco od policjanta, Hendon poprosił jego królewską mość, aby zaczekał na niego w umówionym miejscu w pobliżu miasta, sam zaś pobiegł do oberży zapłacić rachunek.