— Jakiego rozczarowania? Czyż nie jestem twoim bratem?

Hugo potrząsnął głową z bolesnym wyrazem twarzy i rzekł:

— Daj Boże, abyś mówił prawdę i aby inne oczy dojrzały to podobieństwo, które dla moich jest ukryte. Ale, lękam się... że list ten mówił prawdę.

— Jaki list?

— List, który nadszedł zza morza przed sześciu czy siedmiu laty. Donosił on, że brat mój padł w potyczce.

— To kłamstwo! Zawołaj ojca. On mnie pozna na pewno.

— Nie można wołać zmarłych.

— Zmarłych? — głos odmówił Milesowi posłuszeństwa, a wargi jego zadrgały. — Mój ojciec nie żyje! O, co za wieść straszliwa! Zabija ona połowę mej radości! Więc niech przyjdzie mój brat, Artur; on mnie pozna; on sobie mnie przypomni i pocieszy mnie.

— I on nie żyje!

— Boże, bądź mi miłościw! Umarli — umarli obaj. Godni poumierali, a ja niegodny żyję. Ach! Zlituj się nade mną! Nie mów, że i panna Edyta...