Przy tych słowach chłopiec padł na kolana, zaś wzniesione oczy i ręce bardziej jeszcze były wymowne niż jego słowa.
Dziewczyna patrzyła na niego skamieniała z przerażenia. Potem zawołała:
— O książę, ty na kolanach? I to przede mną!
Potem wybiegła przerażona z sali; Tomek padł z rozpaczą na podłogę i mruknął:
— Nic nie pomoże, nie ma już nadziei. Teraz przyjdą i pochwycą mnie.
Kiedy tak leżał oszołomiony z trwogi, przerażająca wieść rozniosła się po pałacu. Szeptano ją sobie — gdyż tu szeptało się tylko — ale wieść szła od sługi do sługi, od dworzan do dam dworu, przez długie korytarze, z piętra na piętro, z sali do sali:
— Książę wpadł w obłęd! Książę wpadł w obłęd!
Wkrótce w każdej sali, w każdej komnacie marmurowej stały grupy bogato ubranych dostojników i dam dworu albo też niższych dworzan rozprawiających z zapałem stłumionym głosem, a na wszystkich twarzach malowało się przerażenie.
Nagle zjawił się wysoki urzędnik dworski, który idąc od grupy do grupy, oznajmiał uroczyście:
— W IMIENIU KRÓLA! Pod karą śmierci zabrania się dawać wiarę fałszywej i nierozumnej pogłosce albo mówić o niej, albo rozgłaszać ją dalej. W imieniu króla!