Jestem jeszcze za młody, aby umierać, a ty możesz mnie uratować jednym słowem. O, powiedz je, panie!
— Umierać? Nie mów o tym, mój kochany książę — uspokój, uspokój swe strwożone serce — nie umrzesz!
Z okrzykiem radości padł Tomek na kolana, wołając:
— Niechaj Bóg nagrodzi twoją łaskawość, królu mój, niechaj cię zachowa długo przy życiu i błogosławi twój kraj!
Potem zerwał się, zwrócił uradowaną twarz do dwóch dostojników i powiedział:
— Słyszeliście! Ja nie umrę; król tak powiedział.
Wszyscy milczeli, obecni skłonili się tylko ze czcią; ale nikt nie rzekł ani słowa. Tomek wahał się przez chwilę zmieszany, potem zwrócił się lękliwie do króla i zapytał:
— Czy mogę teraz odejść?
— Odejść? Oczywiście, jeżeli sobie tego życzysz. Ale dlaczego nie chcesz pozostać przy mnie dłużej? Dokąd chcesz pójść?
Tomek spuścił oczy ku ziemi i odparł z pokorą: