— „No, i położył się znowu do mojego łóżka, a co ja mam robić?”
Mały król dostrzegł jego pytające spojrzenie i rzekł swobodnie:
— Połóż się przy drzwiach i czuwaj nade mną.
W następnej chwili upragniony sen uwolnił go od wszelkich trosk.
— „Ten kochany smyk urodził się rzeczywiście na króla!” — pomyślał Hendon z podziwem. — „Cudownie gra swoją rolę”.
Rozciągnął się z zadowoleniem na podłodze przy drzwiach i rzekł w duchu:
— „Przez te siedem lat bywało mi gorzej; byłbym niewdzięczny wobec Boga, gdybym teraz sarkał63”.
I zasnął, podczas gdy na dworze zaczynało już świtać.
Koło południa Hendon wstał i zmierzył sznurkiem swego śpiącego wychowanka. Gdy skończył, król obudził się ze skargą, że mu wojak przeszkadza, gdyż Miles uniósł trochę kołdrę — i zapytał, co to ma znaczyć.
— Już nie będę, panie — rzekł Hendon. — Muszę jeszcze załatwić pewien sprawunek, ale zaraz wrócę. Śpij dalej, musisz się dobrze wyspać, potrzeba ci wypoczynku. Pozwól, że cię nakryję i głowę także, tym szybciej się rozgrzejesz.