Idę więc nad rzekę, a rozmyślając o tym wszystkim, widzę, że mój Czarny wciąż za mną idzie. Gdy dom znikł nam z oczu, on się obejrzał raz i drugi, a potem przybiega do mnie i mówi:
— Paniczu, niech panicz pójdzie ze mną na błota: pokażę całe stado cyranek.
Zaciekawiło mnie to, bo od razu się domyśliłem, że Czarny coś innego ma na myśli. Cyranki nie są przecież taką osobliwością, żeby zbaczać z drogi i umyślnie chodzić na błoto dla ich zobaczenia. Czego on chce ode mnie? Powiadam więc:
— Dobrze, pójdę. Pokaż drogę.
Szedłem za nim z pół mili, a gdy przyszliśmy nad brzeg błota, Czarny wszedł w nie powyżej kostek, z pół mili jeszcze prowadząc mnie za sobą. Doszliśmy wreszcie do miejsca, gdzie na suchym już gruncie gęsto rosły drzewa i krzaki. Tu Czarny powiada:
— Niech no panicz wejdzie w gąszcz na kilka kroków, one tam są. Sam widziałem na własne oczy.
Zwrócił się na prawo i znikł za drzewami. Ja zaś, idąc wśród gąszczu coraz dalej, znalazłem się jakby w maluteczkiej altance, która była pokryta zupełnie dzikim winem i innymi pnącymi się roślinami. Na murawie, patrzę, śpi ktoś sobie... Co państwo na to powiecie? Tym śpiącym był mój stary, mój poczciwy Jim!
Obudziłem go, myśląc, że mój widok będzie dla niego ogromną niespodzianką. Ale nie! O mało nie płakał z radości, ale nie był zdziwiony. Opowiedział mi też, że owej pamiętnej nocy ciągle za mną płynął i słyszał moje nawoływanie, ale bał się odpowiadać, aby krzykiem nie zwabić ludzi, którzy by go jako Czarnego ujęli i znów uczynili niewolnikiem.
— Uderzyłem się mocno — opowiadał Jim — nie mogłem więc płynąć tak prędko jak ty i ciągle pozostawałem z tyłu. Gdy dopłynąłeś do brzegu, myślałem, że cię dopędzę, nie potrzebując wołać na ciebie, ale zobaczywszy przed sobą ten dom, do którego zmierzałeś, zwolniłem kroku. Za daleko byłem, aby słyszeć, co do ciebie mówiono, a bałem się zbliżyć z obawy przed psami. Gdy wszedłeś do środka, ja poszedłem w las, żeby tam doczekać dnia. Co rano przechodzą tamtędy Czarni na robotę, wzięli mnie więc w opiekę i pokazali to miejsce, gdzie psy nie mogą mnie wyśledzić, bo woda wokoło. Co noc przybiegał tu któryś, przynosił mi trochę strawy i od nich wiedziałem wszystko, co się z tobą dzieje.
— Czemu nie powiedziałeś wcześniej mojemu Czarnemu, żeby mnie tu przyprowadził?