Następował opis powierzchowności zbiega i kubek w kubek223 Jim! Ogłoszenie jednak mówiło, iż uciekł zeszłej zimy i prawdopodobnie na północ; kończyło się zaś obietnicą, że ktokolwiek go pojmie i odeśle właścicielowi w okolice Nowego Orleanu, ten otrzyma zwrot kosztów oraz nagrodę.

— Teraz już — rzekł książę — możemy sobie płynąć w biały dzień, jeżeli nam się tak podoba. Gdy ujrzymy nadpływającą łódź czy tratwę, możemy związać Jima powrozami, położyć go na pomoście i pokazując to ogłoszenie, powiedzieć, że go ujęliśmy, a ponieważ jesteśmy zbyt ubodzy, aby podróżować na parostatku, wzięliśmy więc tę tratwę na kredyt od znajomych i płyniemy nią po nagrodę. Żelazne kajdany lepiej by wyglądały na Jimie, ale nie godziłyby się z opowiadaniem o naszym wielkim ubóstwie. Powrozy lepiej odpowiadają celowi, trzeba się starać o zachowanie jedności, jak to my, aktorzy, mawiamy.

Wszyscy winszowaliśmy księciu tak wybornego pomysłu, bo teraz już mogliśmy bezpiecznie płynąć i we dnie. Trzeba jednak było doczekać nocy, aby nie włazić w oczy tym, od których książę pobrał zaliczki na ogłoszenia, a i właścicielowi drukarni, jeżeli już powrócił z zebrania, bo moglibyśmy mieć nieprzyjemności!

Więc ukrywszy się pod cieniem przybrzeżnych drzew aż do dziesiątej wieczorem, puściliśmy się w drogę dopiero nocą.

Gdy Jim zbudził mnie o czwartej, abym objął straż nad tratwą, powiada do mnie:

— Huck, jak ci się zdaje, czy spotkamy gdzie jeszcze takich królów po drodze?

— Nie — powiadam — myślę, że nie.

— No, skoro tak, to dobrze. Mniejsza tam o jednego albo dwóch królów, ale tych nam wystarczy. Już i ten jeden pijany jak bela, a książę niewiele mniej.

Okazało się, że Jim próbował skłonić króla, aby ten powiedział coś po francusku, ale król odmówił, tłumacząc się, iż zupełnie zapomniał rodzinnego języka, tak skutkiem doznanych zmartwień, jak i długiego pobytu w naszym kraju.