I tu zalał się łzami, co też i wszyscy uczynili. Wtem zawołał ktoś w tłumie:
— Składkę zróbmy na niego! Składkę!
Z pół tuzina ludzi zerwało się z ławek z zamiarem zbierania pieniędzy wśród tłumu, ale jakiś inny głos dał się słyszeć:
— Niechaj sam pójdzie między tłum z kapeluszem!
Na co też zgodzili się wszyscy.
Król zaczął więc chodzić między ławkami z kapeluszem w ręku, ciągle ocierając oczy z łez, błogosławiąc ludzi, wychwalając ich i dziękując im za ich dobroć dla nieszczęśliwych rozbójników, tułających się gdzieś daleko na morzach. Od czasu do czasu powstawała z ławki ta lub owa, ale zawsze ładna i zawsze łzami zalana dziewczyna, i rzewnie szlochając, prosiła króla, żeby się pozwolił pocałować na pamiątkę tej chwili, której ona nigdy nie zapomni. Król zawsze na to zezwalał i sam je całował, a niektóre całował nawet po kilka razy. Jedna z nich zaprosiła go do siebie na cały tydzień, inne zapraszały go także, mówiąc, iż za zaszczyt uważałyby sobie, gdyby jakiś czas przebył pod ich dachem. Król pięknie dziękował wszystkim, odpowiadając, że nie zasługuje na tyle wdzięczności, a przy tym bardzo się śpieszy, bo chce jechać prosto stąd na Ocean Indyjski, żeby nawracać rozbójników.
Gdy powróciliśmy na tratwę i król przeliczył swoje pieniądze, okazało się, że zebrał osiemdziesiąt siedem dolarów i siedemdziesiąt pięć centów. Prócz tego przyniósł ze sobą dużą butelkę wódki, którą znalazł pod jednym z wozów. Król mówił też, że nie ma nic lepszego, jak opowiadać chwałę Bożą i że z przyjemnością co dzień by to czynił.
Dopóki król nie powrócił, zdawało się księciu, że jemu wybornie poszły interesy, dlatego że w owej drukarni odbił dla kilku farmerów ogłoszenia i wziął za to cztery dolary. Pobrał też od nich zaliczki i wydrukował przy tym jeden kawałek z własnej głowy. Wierszy tych były tylko trzy strofy, ale były to prawdziwe wiersze, smutne i rzewne, a zaczynały się od tych słów: „Tak, szarp, o zimny świecie, szarp to pękające serce!”. Ogółem zebrał dziewięć dolarów i pół i był ze swego zarobku zadowolony.
Pokazał nam także jeszcze jedną rzecz, którą umyślnie dla nas wydrukował. Było to ogłoszenie z ryciną przedstawiającą Czarnego, widocznie zbiegłego, bo niósł przewieszony na kiju węzełek; pod ryciną zaś było napisane: „200 dolarów nagrody”.