— Przyjdźcie chromi221, głusi i ślepi.

— Amen!

— Przyjdźcie ubodzy i potrzebujący, i wstydem okryci.

— Amen!

— Przyjdźcie wszyscy, którzyście znużeni, znękani i cierpiący! Przyjdźcie z ukorzoną pychą! Przyjdźcie ze skruszonym sercem! Przyjdźcie, wy, którzyście w łachmanach i w brudzie grzechu, zdrój oczyszczenia wszem222 dostępny, drzwi niebios wszystkim stoją otworem... Wejdźcie, o! Wejdźcie, przybywajcie i spoczywajcie!

— Amen! A-amen! Chwała niech będzie Panu, Allelu-ja!

I tak dalej, ciągle to samo. W końcu nie można już było rozróżnić, co mówi kaznodzieja, tak ludzie krzyczeli i płakali.

Podnosząc się z ławek, z trudem przechodzili w tłoku, żeby się tylko dostać do „ławki pokutników” i zasiąść na niej, z twarzą zalaną łzami. Gdy zaś tym sposobem pierwsze rzędy ławek zostały zajęte przez czyniących pokutę, wtedy wzmógł się jeszcze hałas, bo pokutnicy coraz głośniej zaczęli jęczeć, a potem, rzucając się na słomę leżącą na ziemi, tarzali się po niej jak obłąkani.

Pomiędzy pokutnikami najgłośniej krzyczał król, który prawie natychmiast po wejściu zaczął się przeciskać do ławki pokutników. Gdy podszedł ku platformie, szepnął parę słów kaznodziei, ten poprosił go, żeby zająwszy jego miejsce, przemówił do ludu. Król uczynił to. Wszedłszy na platformę, publicznie wyznał, że był rozbójnikiem morskim przez trzydzieści lat, że rozbijał na Oceanie Indyjskim, że straciwszy podczas bitwy, na wiosnę, znaczną część załogi, musiał powrócić do kraju, aby sobie zwerbować ludzi. Dzięki Opatrzności Boskiej został okradziony zeszłej nocy i wysadzony z parostatku na ląd bez centa, co go niezmiernie raduje i co uważa za największe dobro, jakie go w życiu spotkało, stał się oto zupełnie innym człowiekiem i po raz pierwszy w życiu czuje się zupełnie szczęśliwy; a jakkolwiek jest nędzarzem, to przecież prosto stąd uda się w drogę, zapracuje na powrót aż do Oceanu Indyjskiego, aby resztę pozostałych dni życia obrócić na nawracanie rozbójników morskich na drogę cnoty. Potrafi zaś dokonać tego lepiej niż kto inny, zna bowiem wszystkich rozbójników na całym Oceanie Indyjskim, a chociaż nieprędko się tam dostanie, nie mając wcale pieniędzy, jednakże musi dopiąć celu.

Po każdym nawróceniu rozbójnika zawsze mu powie: „Nie mnie dziękuj, nie moja to wcale zasługa, cała wdzięczność należy się tym zacnym ludziom z Pokeville, braciom i dobroczyńcom ludzkości, oraz temu wymownemu kaznodziei, najlepszemu przyjacielowi, jakiego kiedykolwiek posiadali rozbójnicy morscy!”.