I różne inne rzeczy w tym rodzaju.

Gdy wszyscy wstali, ja i ta dla swej wargi „Zajączkiem” zwana poszliśmy jeść do kuchni, podczas gdy starsze pomagały Czarnym sprzątać ze stołu. Zajączek zaczął mnie wypytywać o Anglię i o mały włos nie złapałem się porządnie kilka razy. Pyta na przykład:

— Widziałeś kiedy króla?

— Którego? Wilhelma IV255? Spodziewam się, że widziałem, i to nie raz. Bywa w naszym kościele.

Wiedziałem, że Wilhelm IV już nie żyje, ale nie dałem poznać tego po sobie.

— Jak to? Bywa w kościele regularnie?

— Co niedziela! Jego ławka stoi naprzeciwko naszej... po drugiej stronie ambony.

— A ja myślałam, że król mieszka stale w Londynie.

— Naturalnie. Gdzież by miał mieszkać?