— A! Teraz rozumiem. Dlaczegóż nie mówiłeś tak od razu? Nie bylibyśmy stracili tyle czasu na sprzeczkę.
Gdy tak rzekła, widzę, że wybrnąłem cało, i rad jestem z siebie. Ale za chwilę znów pyta:
— I ty także bywasz w kościele?
— Bywam... regularnie.
— Gdzie siadasz?
— Gdzież by, jak nie w naszej ławce?
— W czyjej ławce?
— W naszej... W ławce twego stryja Harveya.
— A na cóż stryjowi ławka?
— Jak to, na co? Gdzież będzie siedział?