— Tobie nic do tego, czy mu zaszkodzi, czy nie zaszkodzi. Jest obcym i gości w naszym domu, a zatem nie masz prawa narażać go na przykrości.

— Ale, Mario Joanno, on mówił...

— Mniejsza o to, co mówił, to jego rzecz. A twoją rzeczą być dla niego uprzejmą i obchodzić się z nim tak, aby nie poczuł, że jest w obcym kraju i między obcymi ludźmi.

Słuchając, mówię do siebie: „I ja pozwalam, żeby stary nicpoń okradał taką dobrą panienkę!”.

Zaraz potem i Zuzanna zgromiła Jankę! No, miała się z pyszna257 dziewczynina!

Więc mimo woli znów mówię sobie: „I tę także pozwalam okradać! To już dwie”.

Wreszcie Maria Joanna raz jeszcze wzięła się do Janki, słodko, łagodnie... Po jej przemowie Janka stajała jak wosk na słońcu i... w płacz.

— Dobrze już, dobrze — mówią starsze. — A teraz przeproś go.

Przeprosiła! I jak ładnie przeprosiła! Jak prawdziwa panienka. Aż miło było słuchać, jak przepraszała, i gotów byłem popełnić jeszcze tysiące kłamstw, żeby mnie tak samo przeprosiła.

Znów też powiedziałem sobie: „I tę okradać pozwalam! To już trzy, a wszystkich trzech razem i każdej z osobna szkoda!”.