Gdy już było po przeprosinach, panienki usiłowały rozweselić mnie, żebym czuł się jak u siebie w domu. A mnie tak było smutno, taki mnie wstyd ogarniał, że ciągle sobie powtarzałem: „Nie dam ich okraść! Zwrócę im te pieniądze albo pęknę”.

Wyniosłem się więc — niby to spać — i zostawszy sam, tak myślę: czy wymknąć się po cichutku do tego doktora i wyznać mu prawdę? Nie, to na nic. Doktor powoła się na mnie, a w takim razie król i książę nie darują mi. Czy może wyznać wszystko Marii Joannie? Nie! I to na nic. Nie potrafi ukryć tego, co wie, twarz ją zdradzi, spojrzenie... Oszuści drapną z pieniędzmi i po wszystkim. Jeśli zaś Maria Joanna uda się pod czyjąś opiekę i cała sprawa na jaw wyjdzie, to mnie w nią wmieszają... Nie, tego nie chcę. Jeden tylko jest sposób. Trzeba, żebym ja ukradł te pieniądze i żeby nikt mnie nie podejrzewał. Po ukryciu ich, gdy już będę stąd daleko, na rzece, napiszę do Marii Joanny, gdzie są schowane. Najlepiej będzie ściągnąć je tej nocy, bo... kto wie? Ten doktor może udaje tylko, że z placu ustąpił258? Może ich dziś jeszcze stąd wykurzy, a jak nie dziś, to jutro?

Dlatego też trafiwszy po ciemku do pokoju księcia, obmacałem w nim wszystkie sprzęty i wszystkie kąty, następnie zaś przeszedłem do pokoju króla. Ale szukanie po ciemku nie przydało się na nic, a świecy nie mogłem zapalić. Postanowiłem więc zaczaić się i podsłuchiwać. Na odgłos kroków chciałem wpaść pod łóżko, ale nie mogąc w pośpiechu trafić do niego, schowałem się za firanką, między sukniami Marii Joanny, i czekam.

Weszli obaj i zamknąwszy drzwi za sobą, zaglądają pod łóżko. Dobrze się stało, że tam nie trafiłem. Każdemu, kto się chce ukryć, najpierw przychodzi na myśl wleźć pod łóżko, dlatego też książę od razu tam zajrzał. Gdy siedli obok siebie, król szepce:

— Po cóżeś mnie tu wołał? Mów, czego chcesz, a prędko. Trzeba było raczej zostać na dole i mamrotać psalmy żałobne, niż schodzić im z oczu i ułatwiać rozmowę o nas.

— Słuchaj, królu, powiem ci tak: nie jestem spokojny, niedobrze się tu święci. Doktora ciągle mam w głowie. Powiedz mi, co zamyślasz? Ja mam już plan i zdaje mi się, że dobry.

— Masz plan? Jaki?

— Żebyśmy stąd drapnęli, nie czekając jutra. Zabrać to, co mamy w ręku, i na tratwę. Tym bardziej, że to, co mamy, dostało się nam bez trudu! Prawie gwałtem wciśnięto nam w ręce te pieniądze, które bylibyśmy musieli wykraść, by do nich powrócić. Głosuję więc za natychmiastową ucieczką.

To mi się nie podobało. Przed godziną byłoby mi to obojętne, ale teraz czułem się mocno niezadowolony z takiego pokrzyżowania mych planów. Na szczęście królowi nie podobał się projekt księcia.