— Co? — powiada. — Wynosić się, nie sprzedawszy tego, co nam zapisane? Wynosić się po wariacku, a majątek wartości ośmiu lub dziesięciu tysięcy dolarów niech sobie leży i czeka? I to majątek, który sprzedać można za... gotówkę.
Książę bronił swego zdania, dowodząc, że mu ta zdobycz wystarcza i że nie chce okradać sierot ze wszystkiego, co posiadają.
— Sam nie wiesz, co mówisz! — żywo zawołał król. — Sieroty stracą tylko te sześć tysięcy, a ofiarą padnie nabywca nieruchomości, bo gdy wyjdzie na jaw nasze oszustwo, licytacja będzie unieważniona, a sprzedane nieruchomości wrócą do masy259. Sieroty więc zostaną właścicielkami swego domu. Czy to dla nich nie dosyć? Młode i zdrowe, mogą pracować na życie. Nie stanie im się zresztą żadna krzywda. Ile to jest na świecie prawdziwie biednych dziewcząt, nad którymi nikt się nie rozczula!
Dopóty gadał, aż przekonał księcia, który jednak radził prędszą ucieczkę, ze względu na doktora. Ale król na to:
— Niech go diabli wezmą! Co on nam zrobi? Wszystkich osłów, co do jednego, mamy za sobą, to przecież znaczy całe miasto!
Po chwili książę rzekł:
— Mniemam, że te pieniądze są źle schowane.
Duch wstąpił we mnie. Teraz to już na pewno uroni jakieś słówko!
— Dlaczego?
— Bo Maria Joanna jutro zabierze suknie lub przyśle po nie Czarnego, który zobaczy worek. Czy myślisz, że Czarny, widząc złoto, nie wsunie łapy do worka?