Wiadomość ta pozyskała ogólne uznanie, było bowiem bardzo pożądane, żeby biedne sieroty powróciły do ojczyzny, do krewnych i przyjaciół. Dziewczęta nie mniej też były zadowolone i nagliły stryja do sprzedaży, zapewniając go, że będą na czas gotowe. Aż mi się serce krajało, gdy patrzyłem na radość tych biednych panienek, okradanych przez dwóch niegodziwców, ale nie w mojej mocy było przeszkodzić temu.
Licytacja Czarnych, gruntów i domów została wyznaczona na trzeci dzień po pogrzebie, „kto by zaś chciał kupić z wolnej ręki przed tym terminem, może to uczynić bez przeszkody”.
Nazajutrz przyjechali dwaj kupcy, którym król sprzedał troje Czarnych po bardzo przystępnej cenie, dwóch synów do Memphis262, a matkę do Orleanu. Myślałem, że i Czarnym, i panienkom serce pęknie przy pożegnaniu, tak rzewnie wszyscy płakali; mnie samemu aż łzy stały w oczach. Nigdy, choćbym miał żyć sto lat, nie zapomnę, jak Czarni rzucali się na szyje panienkom, jak całowali je po rękach, jak one same płakały, oddając im pocałunki i uściski! Byłbym chyba nie wytrzymał i do wszystkiego się przyznał, gdybym nie był wiedział, że taka podstępna sprzedaż jest nieważna i że za jakiś tydzień lub dwa Czarni powrócą do domu.
Sprzedaż ta narobiła w mieście hałasu i nie podobała się ludziom. Gorszono się takim rozłączeniem matki z dziećmi, mówiono, że stary Piotr nigdy by tego nie uczynił, że brat i spadkobierca powinien by postępować według przekonań nieboszczyka. Opinia zwróciła się przeciw królowi, ale stary osioł z uporem szedł na przebój, nie zważając na perswazje księcia, który doradzał ostrożność i ganił postępowanie swego towarzysza.
Następny dzień miał być dniem licytacji. O świcie ktoś mnie budzi. Patrzę: król i książę stoją przy mnie mocno zgnębieni.
— Byłeś przedwczoraj w moim pokoju? — pyta król.
— Nie, najjaśniejszy panie. — Bo tak zawsze kazał mówić do siebie nie przy obcych.
— A wczoraj rano albo wieczorem?
— Nie, najjaśniejszy panie.