— Daj słowo, że mówisz prawdę.
— Daję słowo, najjaśniejszy panie, że mówię prawdę. Nie byłem w pobliżu twojego pokoju, odkąd panna Maria Joanna przekazała go tobie i księciu.
— A nie widziałeś, żeby tam kto wchodził? — pyta znów książę.
— Nie, jaśnie oświecony książę, nie pamiętam, żebym kogo widział.
— Przypomnij sobie.
Udałem, że sobie przypominam, i korzystając z myśli szczęśliwej, powiadam:
— Widziałem, że wchodzili tam parę razy Czarni.
Aż ich podrzuciło obydwóch. Z początku niby zdziwieni, zrobili potem taką minę, jakby się tego właśnie spodziewali.
— Jak to! Wszyscy razem?
— Nie, nie wszyscy, a przynajmniej nie wszyscy od razu. Zdaje mi się nawet, że raz tylko widziałem, jak kilku razem wychodziło z pokoju.