Co mi szkodziło przyrzec jej, że nie powiem, gdy tego chciała? Swoją drogą wiedziałem, że powiem. Mała to rzecz, drobiazg... ale z takich drobiazgów nieraz największe ułatwienie.
— A co do tego worka z pieniędzmi... — dodałem wreszcie...
— Cóż robić? Już go mają! Muszę się wstydzić własnej głupoty, gdy pomyślę, jak wpadł w ich ręce.
— Myli się panienka. Oni nie mają worka.
— Któż go ma?
— Ba! Żebym ja to wiedział... Ale nie wiem. Ja go miałem, bo wykradłem go po to, żeby go oddać panienkom... Wiem nawet, gdzie być powinien... Sam go schowałem... Ale boję się, czy go stamtąd nie wykradziono. Gdy niosłem worek, usłyszałem, że ktoś idzie... Bojąc się, żeby mnie nie posądzono o kradzież, schowałem go w miejsce, które mi się pierwsze nawinęło. Czy to jednak bezpieczne schowanie, tego nie wiem.
— Nie rób sobie wymówek! Wiem, że chciałeś zrobić jak najlepiej... Jeżeli pieniądze przepadły, to nie twoja wina. Gdzie je ukryłeś?
Nie chcąc jej znów przywodzić na myśl bolesnych wrażeń ostatnich dni, nie mogłem wykrztusić prawdy.
— Wolałbym nie mówić tego panience i jeżeli można, niech panienka na to pozwoli. Napiszę jednak, wyraźnie napiszę... i panienka, idąc już do państwa Lothrop, będzie wiedziała o wszystkim. Dobrze? Pozwoli panienka?
— I owszem.