— Tego to już i ja nie rozumiem.

Po czym zaczął przypatrywać się to listom, to pismu starego pana, aż w końcu rzekł:

— Te stare listy kreślone są ręką Harveya Wilksa, zaś pismo obu tych panów — tu wskazał na króla i księcia, którzy mieli okropnie głupie miny — jest zupełnie inne. Z drugiej wszakże strony, pismo nowo przybyłego pana, który mieni się być bratem nieboszczyka, jest również zupełnie niepodobne do charakteru listów. Pismo brata jest równe i czytelne, pan zaś kreślisz jakieś hieroglify, których pismem nazwać nie można.

Tu stary pan przerywa:

— Proszę, pozwól mi pan to wytłumaczyć. Mojego pisma nikt nie przeczyta, prócz mego brata, on też przepisuje moje listy. Te, które pan pokazujesz, on pisał.

— A to dziwny zbieg okoliczności — rzekł na to adwokat. — Ale skoro tak, to niechże pana brat napisze parę wierszy.

— Nie jest możliwe mu pisać lewą ręką — przerwał znów stary pan. — Gdyby mógł posługiwać się prawą, każdy by poznał, że wszystkie listy on pisał. Spójrz pan, proszę: na jednych podpis „Harvey”, na drugich „William”, ale jedne i drugie kreślone tymże charakterem.

Adwokat przyjrzał się listom uważnie i powiada:

— Zdaje mi się, że tak jest w istocie, a jeśli nie, to podobieństwo charakterów zdumiewające. No, no. Myślałem już, że jesteśmy na drodze do odkrycia prawdy, tymczasem, jak widzę, droga nagle trawą zarosła. Przynajmniej jednej rzeczy jesteśmy zupełnie pewni: że żaden z tych dwóch nie jest bratem nieboszczyka Piotra Wilksa.

I to mówiąc, rzucił głową w stronę księcia i króla.