I na tym się skończyło. Poczciwy to był z kościami281 człowiek, dobroduszny, łagodny, nigdy nikogo o złe nie podejrzewał. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego, bo wujaszek Silas nie tylko był dzierżawcą, ale jeszcze pełnił obowiązki duszpasterza. Na granicy jego folwarku stał mały, drewniany kościołek, jego własnym kosztem zbudowany, a obok szkoła, również z jego ofiary wzniesiona, w której nauczał religii, nie biorąc za naukę i za posługi religijne ani grosza, chociaż dobrze uczył i dobre miewał kazania. Na całym południu pełno jest podobnych jemu dzierżawców, którzy z jednakową gorliwością oddają się gospodarstwu i służbie Bożej.
W dobre pół godziny po moim przybyciu zajeżdża przed bramę frontową wózek Tomka. Ciocia Salcia spojrzała przez okno i powiada:
— Ktoś przyjechał! Ciekawe, kto to taki... Hm! Ktoś nieznajomy... Jimmy (jedno z dzieci), powiedz Lizie, żeby dodała nakrycie i niech przyśpieszą obiad.
Rzucili się wszyscy do głównych drzwi, bo przecież nie co roku przybywa ktoś nieznajomy w gościnę, musi więc wzbudzać zajęcie — daleko żywsze od żółtej febry, która tam dziś wybucha, gdzie wczoraj jeszcze wszyscy byli zdrowi. Tomek, przeszedłszy bramę, kroczył dziedzińcem ku domowi, gdy wózek, którym przyjechał, potoczył się z powrotem drogą ku wiosce. Tomek miał na sobie odświętne ubranie, a przed sobą nas wszystkich jako widzów: czyli to właśnie, za czym przepadał. Umiejąc sobie nadać ton, kroczył spokojny i pewny siebie jak kozioł, a stanąwszy przed nami, uchylił kapelusza tak wytwornie i zręcznie, jakby to było wieko pudełka z motylami, których lękał się spłoszyć.
— Wszak mam przed sobą pana Archibalda Nicholsa? — zapytuje.
— Nie, mój chłopcze — odpowiada gospodarz domu. — Przykro mi bardzo, ale twój woźnica oszukał cię. Pan Nichols mieszka o trzy mile dalej. Prosimy cię jednak, prosimy.
Tomek, spoglądając przez ramię poza siebie, na widok oddalającego się wózka, powiada:
— Za daleko odjechał. Nie usłyszy, choćbym i wołał.
— Odjechał, synu, odjechał. Nie ma rady, musisz z nami zjeść obiad, a potem pomyślimy, jak by cię odwieźć do Nicholsa.