— A tobie co do tego, Huck, przeczyta czy nie przeczyta? Jego rzecz napisać, co trzeba, i wyrzucić talerz przez okno. Ty nie jesteś obowiązany umieć tego przeczytać, ani ty, ani drugi, ani trzeci. Niech sobie! Niech na całym folwarku nikt czytać nie umie... Prawie zawsze tak się zdarza, że to, co więzień napisze na talerzu albo na czym innym, pozostaje nieodczytane.

Dalszą rozmowę przerwał nam odgłos rogu wzywającego na śniadanie. Pobiegliśmy więc czym prędzej do domu.

Tego samego rana zajrzałem do szafy z bielizną i „pożyczyłem” z niej duże prześcieradło oraz białą koszulę. Znalazłem także jakiś stary worek, w który schowałem bieliznę, po czym poszliśmy do lasu, przynieśliśmy próchna, zwanego u nas „lisim ogniem”, i włożyliśmy je w tenże sam worek. Gdy powiedziałem Tomkowi o pożyczeniu bielizny, on nazywał to nie pożyczką, tylko kradzieżą, dodając jednak, że przedstawiciele więźnia muszą być obojętni na sposób zdobycia potrzebnych im przedmiotów i nikt im tego nie ma za złe. I więzień, i jego przedstawiciele mają zupełne prawo kraść wszystko, co tylko może ułatwić ucieczkę. Gdybyśmy nie byli więźniami, a!, to zupełnie co innego. Tylko nieuczciwy człowiek może kraść, nie będąc więźniem.

Postanowiliśmy zatem, że będziemy kraść wszystko, co nam wpadnie pod rękę. A jednak w kilka dni potem Tomek zrobił mi formalną scenę za to, że skradłem kawona z grzędy Czarnych po to, żeby go zjeść; kazał mi zaraz dać im centa, nie mówiąc, za co go daję.

— Źle mnie zrozumiałeś — mówił. — Mamy prawo kraść tylko to, co nam potrzeba.

— A właśnie kawon był mi potrzebny — odpowiadam.

— Nie, nie był ci potrzebny do ucieczki. Nie jesteś więźniem.

— Aha! Więc to w tym różnica?

— Naturalnie, że w tym. Jeżeli Jim potrzebuje noża, żeby nim zabić dozorcę, a ty mu ukradniesz i potajemnie go prześlesz, to nie kradzież, jeżeli zaś ukradniesz nóż dla siebie, to kradzież. Rozumiesz?