— Przez dziurę, którą wykopiemy.

Spojrzał na mnie z pogardą i nazwawszy pomysł idiotycznym, pogrążył się w myślach. Po niejakiej chwili oznajmia, że są dwa czy trzy sposoby, ale że nie ma gwałtownej potrzeby natychmiast wybierać pomiędzy nimi. Teraz trzeba myśleć o robocie.

Tejże nocy, podszedłszy pod okienko więzienia, usłyszeliśmy chrapanie Jima, który spał tak mocno, że ani zaglądanie nasze, ani wrzucona do komórki świeca, ani hałas przy robocie nie rozbudziły go ze snu. Uwijaliśmy się też z motyką i z łopatą tak dzielnie, że po paru godzinach robota była skończona. Wsunąwszy się jeden za drugim w wykopane przez nas przejście, wyszliśmy akurat pod łóżkiem Jima, na środek budki. Tomek, znalazłszy wrzuconą poprzednio świecę, zapalił ją, ja zaś stanąłem nad łóżkiem śpiącego i patrząc na niego, przekonałem się, że nie wyglądał na znękanego niewolą więźnia.

Rozbudzony Jim tak się ucieszył, że o mało nie ryknął płaczem. Obsypawszy nas tysiącem pieszczot, prosił o pilnik dla przecięcia założonego na nogę łańcucha, bo chciał natychmiast być wolny.

Tomek wszakże zaczął mu dowodzić, jak dalece sprzeciwiałoby się to wszelkim prawidłom, a siadłszy obok Jima, opowiedział mu swoje plany, obmyślane według najlepszych wzorów, dodając przy tym, że w razie niespodzianego alarmu można wszystko zmienić. Ponieważ Jim zgadzał się na wszystko, więc zaczęliśmy rozmawiać o dawnych i o dzisiejszych czasach. Jim powiedział nam, że wuj Silas co dzień do niego przychodził dla odmówienia z nim modlitwy, a ciocia Salcia dowiaduje się, czy nie głodny i czy mu czegoś nie brakuje. „Oboje — mówił — tak są dla mnie dobrzy, że już lepszymi być nie mogli”. Tomek wypytywał o to i o owo, wreszcie rzekł:

— Teraz już wiem, przez nich ci prześlę, co trzeba.

— Nie czyńże tego — odparłem. — Do czego to podobne!

On jednak wcale na mnie nie zważał, co zresztą zawsze miał we zwyczaju, gdy mu jakiś plan zaświtał w głowie.

Zaczął więc wyliczać Jimowi wszystko, co mu ukradkiem prześlemy. Pieróg nadziany drabiną oraz inne większe przedmioty odda mu Nat, Czarny przynoszący jadło. Jim musi więc zachować ostrożność, nie dziwić się zaraz przy Czarnym ani nie rozłamywać pieroga, ani nie opróżniać koszyka. Przedmioty mniejszych rozmiarów przyniesie mu wujaszek Silas w kieszeniach swego palta, skąd Jim musi je wyciągać ukradkiem. To i owo może uda nam się przyczepić do tasiemek, którymi ciocia Salcia zawiązuje z tyłu swój fartuch, albo wsunąć je do kieszeni. Tomek wyszczególnił też owe przedmioty, objaśnił, do czego posłużą, i wspomniał wreszcie o dzienniku, który ma być pisany krwią na koszuli. Jim nie bardzo rozumiał, o co chodzi, ale wiedząc, że biali są rozumniejsi od niego, przyrzekał uczynić wszystko według rozkazu. Jim miał u siebie sporo cybuszków296 trzcinowych i tytoniu, użyliśmy więc w towarzystwie, a zabawiwszy się bardzo wesoło, poszliśmy spać.

Tomek był w wybornym humorze. Mówił, że nigdy w życiu lepiej się nie bawił, że tylko taka rozrywka jest godna rozumnego człowieka i że gdyby rzecz była możliwa, to należałoby przedłużyć tę szlachetną rozkosz na całe życie, a obowiązek wyswobodzenia Jima z niewoli przekazać potomkom.