Nazajutrz rano poszliśmy do drwalni, żeby ciężkim toporem porąbać mosiężny lichtarz na kilka niewielkich kawałków, które Tomek schował wraz z łyżeczką do kieszeni. Stamtąd udaliśmy się do kuchni Czarnych, a gdy ja rozmawiałem z Natem dla odwrócenia jego uwagi, Tomek wpakował jeden z kawałków lichtarza w podpłomyk przygotowany dla Jima. Ciekawość nas brała, jak się nam uda przesyłka.

Poszedłszy z Natem do więźnia, przekonaliśmy się, że poszło wybornie: zapuściwszy zęby w podpłomyk, o mało wszystkich nie wyłamał. Nie mogło udać się lepiej, sam Tomek to przyznał.

Jim nic nie dał po sobie poznać, ale potem był ostrożniejszy i nigdy nie wziął chleba do ust, dopóki go nie wypróbował widelcem w kilku miejscach.

Gdy raz staliśmy sobie w więzieniu Jima, prawdę mówiąc bardzo ciemnawym, nagle spod łóżka wybiega w podskokach jeden pies, potem drugi i tak dalej, aż do jedenastu! Zrobiło się tak ciasno, że szpilkę wetknąć byłoby trudno. Tam do licha! Zapomnieliśmy założyć łańcuch na drzwi prowadzące z podwórza do przybudówki. Czarny Nat krzyknął tylko rozpaczliwie: „Czary!” i przykucnąwszy na ziemi pomiędzy psami, jęczał jak na śmiertelnej pościeli. Tomek zaś silnym szarpnięciem otworzył drzwi na oścież i cisnął przez nie kawał mięsa z przyniesionego dla Jima posiłku.

Psy rzuciły się za mięsem jak szalone, Tomek wyszedł za nimi, a w pół minuty potem był już z powrotem, zamknąwszy drzwi jedne i drugie. Teraz dopiero dla uspokojenia Nata głaskał go i pieszczotliwie do niego przemawiał, pytając, czy mu się znów coś nie przywidziało... Nat, mrugając oczyma, drżącym jeszcze głosem powiada:

— Panicz znów powie, że ja głupi... Ale jeżeli ja tu nie widziałem ze sto... z milion może czy psów, czy diabłów, to niech tu na miejscu padnę... Tu, jak żyw. Paniczu... widziałem ich i czułem... Pełno ich było wszędzie... Żebym to ja chociaż raz jeden mógł trzymać w ręku takie straszydło!... Tego bym pragnął!

A Tomek na to:

— Wiesz, ja ci powiem, co mi się zdaje. Dlaczego one napadają na ciebie wtedy właśnie, gdy ze śniadania przychodzisz? Dlatego, że są głodne, tylko dlatego. Upiecz ty im pieróg taki, co to umyślnie dla strachów go pieką.

— A jakżeż ja, paniczu, potrafię upiec pieróg strachom? Ja nie wiem, jak się to robi... Nigdy nawet o takim pierogu nie słyszałem.