— Ha! Trudno, skoro ty nie umiesz, to ja sam upiekę.
— Paniczu! Złoty paniczu! Upiecze panicz? Ślady nóg panicza będę całować!
— Bądź spokojny, upiekę. Dla ciebie to uczynię, bo i ty wyświadczyłeś nam grzeczność, pozwalając zobaczyć tego Czarnego. Ale pamiętaj, trzeba ci być bardzo ostrożnym! Gdy tu wejdziemy, zaraz się od nas odwróć tyłem; niosąc miskę z pierogiem, nie zaglądaj do niej, niech cię Bóg broni. Nie patrz także na Jima, gdy miskę do rąk weźmie, bo się może zdarzyć nieszczęście. Przede wszystkim zaś nie dotykaj wcale tych rzeczy, które dla strachów będą przygotowane.
— Nie dotykać? Ja bym ich miał dotknąć? Co też panicz mówi? Za żadne skarby!
Rozdział XXXVII
Ostatnia koszula. — „Koniec świata!” — Ciocia Salcia chce nas obedrzeć ze skóry. — Pieczemy pieróg.
Potrzebując różnych rzeczy do wykonania ułożonego planu, pobiegliśmy na mały, tylny dziedzińczyk, gdzie rzucano znoszone obuwie, zdarte ubranie, potłuczone szkło, blaszane i żelazne naczynia kuchenne, naczynia przez rdzę zjedzone i tym podobne graty. Przetrząsnąwszy je, znaleźliśmy podziurawioną miednicę blaszaną, w której po zatkaniu dziur mieliśmy przygotować pieróg.
Tomek, znalazłszy parę nowych, dobrze zaostrzonych ćwieków, podniósł je z radością, mówiąc, że przydadzą się Jimowi do wyrycia na ścianie swego nazwiska i historii swych cierpień. Zaraz też Tomek wsunął do bocznej kieszeni fartuszka cioci jeden ćwiek, drugi zaś zatknęliśmy wujowi za wstążkę przy kapeluszu, ponieważ dzieci oznajmiły nam, że rodzice zaraz po śniadaniu pójdą odwiedzić Czarnego. Przed śniadaniem Tomek wpuścił łyżeczkę do kieszeni obszernego kitla, który wujaszek miał na sobie, i staliśmy już potem spokojnie, czekając na ciocię Salcię.
Przyszła nareszcie, ale zgrzana, czerwona, w złym humorze, i ledwie wujaszek odmówił modlitwę przed jedzeniem, zaraz rozpoczęła kroki wojenne.
— Cały dom przeszukałam, zajrzałam w każdy kącik i pojąć nie mogę, co się stało z twoją drugą koszulą.