— I nawet bardzo łatwo. Każde zwierzę okazuje wdzięczność za pieszczoty i nie czyni krzywdy osobie, która ma o nie staranie. W książkach szeroko o tym piszą. Spróbuj: cóż ci szkodzi? Z początku będzie trudno, a potem, zobaczysz, przywiąże się do ciebie, nie odstąpi cię na krok, spać będzie z tobą, a nawet pozwoli ci swą głowę włożyć w usta.

— Mój paniczu, mój śliczny, niech panicz tego nie mówi! Nie mogę słuchać nawet... Co? Grzechotnik ma mi pozwolić, żebym włożył sobie w usta jego głowę? Mnie pozwoli? Cóż to? Robi mi łaskę czy co? Oho! Poczeka on, nim ja go o pozwolenie poproszę! Będzie ze mną spać? Nie chcę! Nie chcę! Paniczu!

— Miejże rozsądek, Jim. Każdy więzień musi posiadać jakieś obłaskawione stworzenie, a jeżeli nikt dotychczas nie próbował oswoić grzechotnika, to tym większa stąd sława dla ciebie. Zobaczysz, Jim, cały świat będzie wiedział o tobie.

— Nie, paniczu, dziękuję, co mi tam po sławie! Jak mnie wąż ukąsi, to się od sławy nie zagoi. Nie, nie, paniczu, nie chcę!

— Ach! Jim, czyż nie możesz nawet spróbować? Ja tylko chcę, żebyś spróbował. Nie uda się, to nie...

— Pewno, że się nie uda, jak mnie grzechotnik ukąsi... Nawet czasu nie będzie spróbować. Nie, paniczu, nie, kochanie moje złote, zrobię wszystko, co panicz każe, tylko niech to nie będzie takie głupstwo... A jeżeli mi tu przyniesiecie grzechotnika i każecie go oswajać, to ucieknę. Zobaczy panicz, że ucieknę... Bez pisania i bez drabiny.

— No, dobrze już, dobrze, skoro jesteś taki uparty, to nie... Nie chcesz grzechotnika, to ci przyniesiemy kilka jaszczurek, a ty im ponawlekasz po parę guzików na ogony i niech udają grzechotniki.

— Ja i tego paskudztwa nie mogę znieść, ale jeżeli już nie można bez nich, to niech tam... Niech panicz przyniesie... Żebym ja był wiedział, że to tyle kłopotu z tym siedzeniem w więzieniu i taki zachód...

— Ma się rozumieć, że jest zachód i kłopot, jeżeli wszystko idzie, jak się należy. Czy są tu szczury?