— Ależ ja nie narzucam swego zdania. Rób, jak uważasz, zgadzam się na wszystko. A jakże będzie z tą służącą?

— Ty nią będziesz. Zakradniesz się nocą i ściągniesz suknię tej dziewczyny, Mulatki.

— Zlituj się! Przecież to dopiero będzie hałas jutro rano! Ona nie ma zapewne innej sukni.

— Cóż z tego? Tobie suknia będzie potrzebna najwyżej tylko na kwadrans, na wsunięcie listu bezimiennego pod główne drzwi wejściowe.

— No, dobrze, wezmę suknię i list odniosę... Ale, co prawda, mógłbym go odnieść tak samo w swoim ubraniu.

— Tak, ale nie wyglądałbyś wtedy na służącą!

— Zapewne, że nie, ale nikt by nie widział, jak wyglądam.

— Cóż to ma do tego? Naszą rzeczą jest wypełnić wszystko, co do nas należy, prowadzić całą sprawę tak, jak to czynili znakomici i sławni więźniowie. A czy nas kto widzi, czy nie, to rzecz najmniejsza... Wiesz, Huck, nieraz myślę, że ty wcale nie dbasz o zasadę!

— No, nie powiem już nic: będę służącą, i do tego dziewczyną. A kto będzie matką Jima?

— Ja! Przebiorę się w suknię cioci Salci.