— Kto tam? Odpowiadać, bo strzelę!

Wziąwszy nogi za pas, pędzimy, co sił starczyło; pogoń za nami, huk wystrzałów, kule nam świszczą koło uszu. Kilka głosów woła:

— Są! Są! Uciekają w stronę rzeki! Gonić ich, gonić! A spuścić tam psy z łańcucha!

Biegniemy ścieżką wiodącą do młyna, prawie nas doganiają, skręcamy więc na bok w zarośla, przepuszczamy ich naprzód, a sami zostajemy w tyle.

Wszystkie psy z wieczora jeszcze zamknięto, żeby opryszków nie spłoszyły, lecz teraz ktoś je wypuścił, bo nadbiegają, czyniąc taki hałas, jakby kto na ich zdrowie nastawał. Poznawszy nas, powiedziały nam tylko: „Jak się macie! I bywajcie zdrowi”! i popędziły naprzód. Teraz my w nogi! Dopadliśmy miejsca, gdzie uwiązana była moja łódź, wskakujemy do niej i szybkimi uderzeniami wiosła wypływamy na środek rzeki, o ile można jak najciszej. No! Teraz już jak po maśle! Dobijamy do wysepki, gdzie w zaroślach ukryta czekała tratwa, a tamci biegają, krzyczą, słychać nawoływania, szczekanie psów, wrzask, zamęt!... Nareszcie jesteśmy wszyscy na tratwie.

— No, mój stary — rzekłem — jesteś znów wolny i moja w tym głowa, żebyś nigdy już nie był niewolnikiem.

— Ale się też napracowaliście — rzecze Jim. — Jak to wszystko było obmyślane, jak wykonane!... Głowę dam, że nikt by nie wpadł na taki pomysł!... A o wykonaniu to nie ma nawet co mówić! Złociście chłopcy, a i mądrale jakich mało!

Wszyscy byliśmy bardzo szczęśliwi, a najszczęśliwszy Tomek, bo go kula trafiła w łydkę.

Wielce nas zmartwiła ta wiadomość. Rana bolała go bardzo, krew płynęła obficie, położyliśmy więc Tomka w naszej budce i dalej drzeć na bandaże jedną z pozostałych po księciu koszul.

— Dajcie no te gałgany — rzekł Tomek. — Ja sam to zrobię. Wy czasu nie traćcie... Do tej pory świetnie wszystko idzie... Ocaliliśmy się ucieczką, aż miło! Będziemy wzorem dla potomności!... Gdyby nam poruczona305 była opieka nad Ludwikiem XVI, to w jego biografii nie byłoby napisano: „Synu Świętego Ludwika, idź do nieba!”. Nie! My byśmy go byli przekradli przez granicę... i to jeszcze jak! Odbijajmy od brzegu! Odbijajmy!