Ona mi na to, że mnie nie puści samej, że mnie odprowadzi jej mąż, który powróci za godzinę. Potem zaczyna mi rozpowiadać o swoim mężu, o swoich krewnych mieszkających w górze rzeki i o krewnych mieszkających w dole rzeki, i jak im się dobrze powodziło dawniej, i jak nieroztropnie uczynili, przenosząc się do naszego miasteczka, gdzie im się wcale nie powodzi i tak dalej, i dalej. Lecz gdy mówić zaczęła o tatku i o zamordowaniu Hucka, chętnie słuchałem jej paplaniny. Pytam więc:
— Któż go zamordował? Dużo o tym mówiono u nas, w Hookerville, ale do tej pory nie wiemy, kto był zabójcą Hucka Finna.
— E, ja myślę, że tu są tacy, którzy wiedzą, kto zabił Hucka. Podejrzewają starego Finna.
— Czy doprawdy? Nie może to być!
— Prawie wszyscy tak myśleli z początku. Mało brakowało, żeby nie ukarano starego po naszemu: prawem linczu140. Potem jednak zaczęto przypuszczać, że zbrodnię mógł popełnić zbiegły stąd Czarny, niejaki Jim.
— Cóż znowu? Jim...
I urwałem nagle, bo przyszło mi na myśl, że lepiej uczynię, milcząc. Kobieta dalej prawiła, nie zwróciwszy nawet uwagi na moje słowa:
— Trzeba ci wiedzieć, że Czarny zbiegł tej samej nocy, w której zamordowano biednego chłopca. Wyznaczono więc nagrodę za schwytanie go: trzysta dolarów. A i ten dostanie nagrodę, dwieście dolarów, kto znajdzie starego Finna. Bo to widzisz, tak było: przychodzi on do miasta rano i opowiada, że syna mu zabito w nocy, czy może przed samą nocą. Zaraz też wyprawiono łódź na poszukiwanie zwłok, a stary zabrał się także z nimi i szukał, ale potem, gdy nic nie znalazłszy, wrócili wszyscy do miasta, stary gdzieś zniknął. Jeszcze przed nocą chciano się wziąć do niego, niechby pokosztował linczu, ale już go nie było, przepadł gdzieś, uważasz? Na drugi dzień okazuje się, że Czarnego nie ma, a nawet że od dziesiątej wieczorem tej nocy, w której spełniono zbrodnię, nikt go nie widział na oczy. Złożyli więc wszystko na niego i już o niczym innym nie mówią. Wtem powraca stary Finn, idzie prosto do sędziego Thatchera, głośno płacząc, że Czarny zabił mu dziecko, prosi, błaga, żeby mu sędzia dał pieniędzy na szukanie Czarnego. Sędzia dał mu trochę grosza, a stary, dobrze opity, aż do północy wałęsał się po mieście z jakimiś nieznajomymi, którym niedobrze z oczu patrzyło. Gdy znikli razem, od tej pory już nikt nie widział Finna. Podobno strasznie chytry człek! Gdy wróci po upływie roku, wszystko pójdzie jak z płatka. Nikt mu niczego nie dowiedzie i pieniądze syna wpadną mu w ręce.
— Czy przestali już podejrzewać o zbrodnię Czarnego?
— Nie, są jeszcze tacy, którzy myślą, że nikt inny nie mógł być zabójcą, tylko Czarny. Zapewne go wkrótce schwytają i zmuszą do wyznania prawdy.