— Jakże mogę zgadnąć, kiedy nigdy o tym nie słyszałem?
— Zawsze przecież możesz zgadywać. Bardzo łatwo zgadnąć.
— Jaka to świeca zgasła?
— No, świeca. Taka sobie zwyczajna.
— Skądże ja mogę wiedzieć, gdzie się Mojżesz wtedy znajdował!?
— Ach, jakiżeś ty! W ciemności!
— No, to skoro wiesz, gdzie się znajdował, dlaczego pytasz?
— Nie rozumiesz, że to zagadka? Słuchaj, długo ty będziesz u nas? Wiesz, co ci powiem: zostań na zawsze. Będziemy używać, lekcji teraz nie ma, wakacje. Masz ty psa? Ja mam własnego, wskakuje do wody i aportuje kawałki drzewa, które mu rzucam... Czy lubisz czesać się w niedzielę i różne świąteczne ceremonie? Ja ich nie lubię, ale się czeszę: mama każe... Niech licho porwie te spodnie, muszę je kłaść, a tu okropnie gorąco... Jużeś gotów? No, to dobrze... Chodźże teraz za mną, stara szkapo.
Zimne podpłomyki, zimna pieczeń wołowa, masło i maślanka, wszystko to zastawili dla mnie jednego, a wszystko było wyborne i tak mi smakowało, jak nigdy w życiu. Buck, jego matka i wszyscy palili krótkie fajeczki, oprócz obu panien i Czarnej, która zresztą zaraz wyszła z pokoju. Palili wszyscy i rozmawiali, a ja także jadłem i rozmawiałem. Panny owinięte były w kołdry, a rozpuszczone włosy sięgały im aż do pasa.
Wszyscy zadawali mi pytania, a ja odpowiadałem, że mój tatko posiadał mały folwarczek w głębi Arkansas, w tym właśnie kącie, który leży najdalej od rzeki, gdzie żyliśmy spokojnie i wygodnie. Moja siostra, Maria-Anna, wykradła się z domu, poszła za mąż i od tej pory nic już o niej nie słyszeliśmy. Starszy brat, Bill, wyprawił się na poszukiwanie zbiegłej i także przepadł gdzieś bez wieści. Mali braciszkowie, Tom i Mort, pomarli, a po ich śmierci zostaliśmy tylko we dwóch: tatko i ja. Tatka jakby nie było wcale, bo udręczony zgryzotą niezadługo umarł, ja zaś po jego śmierci zabrałem wszystko, co było, i zakupiłem sobie miejsce na parostatku płynącym w górę rzeki. Gdy jednak przechyliłem się nieostrożnie, wpadłem w wodę i takim sposobem dostałem się tu. Odpowiedzieli mi na to, że mogę siedzieć u nich dopóki zechcę, jak we własnym domu.