Tymczasem rozedniało177 już na dobre, wszyscy poszli spać, a i ja, położywszy się razem z Buckiem, zasnąłem jak kamień. Gdy się obudziłem przed południem, przeszło mnie mrowie, bo diabli nadali, że zapomniałem, jak się nazywam. Leżę więc z godzinę i przypominam sobie, a gdy Buck się obudził, pytam go:

— Umiesz czytać?

— Umiem — odpowiada.

— Założyłbym się, że nie potrafisz przeliterować mego nazwiska!

— A ja się założę, o co chcesz, że potrafię!

— No, skoro tak, to zaczynaj.

— J-e-r-z-y J-a-c-k-s-o-n. A co?

— Prawda — powiadam — przeliterowałeś. Myślałem, że nie potrafisz. No, ale nazwisko moje jest łatwe i bez uczenia się można dokazać takiej sztuki.

Dobrze jednak zapamiętałem sobie każdą głoskę, bo a nuż ktoś zażąda ode mnie, abym przeliterował własne nazwisko? Trzeba się mieć na baczności i wyrecytować głoskę po głosce, jakbym to już czynił po raz setny.

Była to rodzina bardzo porządna i dom zamożny co się zowie. Nawet nigdy w życiu nie widziałem tak wytwornego wiejskiego domu.