34, 35. Trzy miesiące później
Kangur wciąż jeszcze rośnie, co jest niesłychanie dziwne. Nigdy nie widziałem, żeby u jakiego zwierzęcia okres rośnięcia trwał tak długo. Na głowie ma teraz sierść, ale wcale niepodobną do sierści kangura. Jest bardzo podobna do naszych włosów, tylko o wiele piękniejsza i delikatniejsza, i nie czarna, lecz ruda. Myślę, że w końcu oszaleję ze znużenia, starając się rozwiązać tę trudną klasyfikacyjną zagadkę zoologiczną. Gdybym mógł schwytać drugie — ale na to nie ma co liczyć; jest to całkiem nowa odmiana; w jednym tylko egzemplarzu; to jasne... Złowiłem zwykłego kangura i przyniosłem go Kainowi, przypuszczając, że ucieszy się na widok zwierzęcia tego samego gatunku, ale się omyliłem — zobaczywszy kangura, tak się przestraszył, że nabrałem pewności, iż nigdy nic takiego nie widział. Bardzo mi żal biednego, małego, krzykliwego stworzenia, jednak nic dla niego zrobić nie jestem w stanie. Gdybym mógł je uspokoić — ale w tym właśnie sęk; im więcej się staram, tym się gorzej dzieje. Serce mi się rozrywa, gdy patrzę, jak wyje z rozpaczy i złości.
Poradziłem, żeby puściła go na swobodę, ale ona słuchać nawet o tym nie chce. To mi się wydaje okrutne i tak bardzo do niej niepodobne. Kiedy się zastanowię, to myślę, że może i ma słuszność! Jest teraz bardziej osamotnione aniżeli dawniej, a jeśli nawet ja nie mogłem znaleźć drugiego takiego samego, to jakże ono to potrafi?
36. Pięć miesięcy później
To nie kangur. Nie, ponieważ samo wstaje, trzymając się za jej palce, idzie tak na tylnych nogach z pięć kroków, a potem pada. Według wszelkiego prawdopodobieństwa jest to odmiana niedźwiedzia, chociaż nie ma jeszcze ani sierści, ani ogona. Jak mówiłem, sierść ma tylko na głowie. Wciąż jeszcze rośnie — co jest bardzo szczególne, gdyż okres rośnięcia u niedźwiedzi kończy się o wiele wcześniej. Niedźwiedzie są niebezpieczne — teraz, po katastrofie — myślę też, że wkrótce trzeba mu będzie nałożyć namordnik. Zaproponowałem jej, że jeśli tego wypuści na swobodę, schwytam dla niej kangura, ale ona się nie zgadza; postanowiła widocznie narazić nas na najstraszniejsze niebezpieczeństwo. Dawniej, zanim jeszcze zwariowała, nie była taka.
37. Dwa tygodnie później
Obejrzałem mu usta. Nie jest jeszcze niebezpieczne. Ma dopiero jeden ząb. Ogona jeszcze nie ma. Krzyczy teraz jeszcze więcej aniżeli dawniej, i to przeważnie w nocy. Na ten czas wychodzę z domu. Ale rano przychodzę na śniadanie i oglądam, ile ma zębów. Gdy będzie miał pełne usta — wypędzę, bez względu na to, czy do tego czasu będzie miał ogon, czy też nie; niedźwiedź bez ogona również może być niebezpieczny.
38, 39. Cztery miesiące później
Cały miesiąc spędziłem na polowaniu i rybołówstwie w okolicy, która nazywa się Buffalo; dlaczego właśnie Buffalo — nie wiem; zapewne dlatego, że nie ma tam ani jednego bawoła. Tymczasem niedźwiedź nauczył się doskonale chodzić na tylnych nogach i mówić: „papa”, „mama”. To na pewno nowy gatunek. Podobieństwo w mowie może być całkiem przypadkowe, może wymawiać wyrazy mimowolnie i bez żadnego sensu. A jednak to bardzo dziwne — ani jeden niedźwiedź nie umie tego robić. Takie naśladowanie ludzkiej mowy przy zupełnym braku sierści i ogona dowodzi stanowczo, że to nowy gatunek niedźwiedzi. Dalsze obserwacje nad nim będą zapewne nadzwyczaj zajmujące. Tymczasem zaś mam zamiar udać się na długotrwałą wyprawę w lasy Północy i przeprowadzić tam najściślejsze poszukiwania. Jestem nieledwie pewien, że tam znajdę takie same egzemplarze, a ten mniej będzie niebezpieczny, gdy dostanie towarzyszy z tego samego gatunku. Udam się wprost na północ. A temu trzeba będzie nałożyć namordnik.