granicy farta, lekceważąc wciąż nasilające się

objawy. wypracujesz żelazne alibi na czas

planowanej puenty doskonałej.

jedyne, co ci grozi, to śmierć z odstawienia.

nawroty

oblizać rdzę jak łyżeczkę wyciągniętą z głębi

tortu, jak spierzchnięte wargi na przystanku.

wychodzę, wołam autobus, nadsłuchuję odpowiedzi.

jak zawsze bezskutecznie. teraz to on mnie woła.

przyśpieszać jak tempo w finale, kiedy tuż tuż