trzeba się zwijać. dzwonek do drzwi, udawanie, że

nas nie ma. złowrogi szczęk zamka, szybki odwrót,

jak nawrót choroby znowu przystanek. po powrocie

gryźć pościel jak mysz kabel, wysączając nadmiar

śliny kącikami ust. na pragnienie zardzewiały

kran, z wiszącą jedną kroplą szarego śluzu. nie

ma wyboru. zlizana wilgoć rozcieńcza smak w ustach.

jazda?

jazda bez trzymanki na imprezie albo tramwajem kończy

się zwykle na czyichś kolanach. potem bąkanie cichego